Znajdziesz w sobie siłę

O tym skąd czerpałam siłę…

Moja druga ciąża, wyczekana, upragniona, Syn. A więc będzie parka, Starsza miała już wtedy 4 latka. Wszystko przebiegało prawie że książkowo, ale jednak…

W połowie września, 8 tygodni za wcześnie, niespodziewanie pękł mi pęcherz płodowy i wylądowałam na oddziale patologii ciąży. Rozpacz, dół, załamka. Płacz tylko przynosił ukojenie. Co teraz będzie? Jak będzie? Czekałam a małego ludzika, dziś jutro, za miesiąc? Nie wiedziałam kiedy…

Na patologii ciąży dowiedziałam się, że wód już częściowo nie ma, i że dziecko „prawdopodobnie przeżyje”. Wpadłam wtedy w czarny dół i praktycznie nie przestawałam płakać. Nie miałam skurczy, nie miałam rozwarcia. Leżałam i gapiłam się w sufit. Modliłam się do Boga, aby mój Syn żył i był zdrowy. Zadałam sobie milion pytań, dlaczego ja. Jaką jestem matką, skoro nie potrafiłam donosić ciąży.

Wyścig z czasem

Rozpoczął się wyścig z czasem, aby Mały dostał sterydy, najlepiej dwie dawki, a potem, żeby utrzymać go w brzuchu jak najdłużej. Po 3 dobach jednak, następował ciągły wypływ wód, poza tym, zabarwiły się one na różowo. Ordynator orzekł, że nie można dłużej czekać, że może być tylko gorzej, w ciągu jednej nocy szyjka zniknęła, zrobiło się rozwarcie na 2,5 cm, pojawiły się skurcze.

Ze względu na poprzeczne ułożenie Małego istniało ryzyko wypadnięcia pępowiny, w ciągu godziny byłam już na stole i poprzez cesarskie cięcie (cc) przyszedł na świat mój Syn. Malutki, opuchnięty, zasiniony, 0 pkt za oddech w 1 minucie życia… Mój Wojownik. 2 kilo szczęścia. 31 tydzień+5 dni. Moja ciąża się skończyła. Nie miałam siły stawić czoła rzeczywistości.

Mały dostał tlen przez cepap i wylądował w inkubatorze, dostałam tylko główkę do pocałowania. Teraz pomimo bólu, ja musiałam się zebrać do kupy, i skupić na tym, żeby było mleko.

CDL – mama, pocieszyciel, doradca i specjalista w jednym

Nie miałam generalnie wyobrażeń na temat karmienia piersią (kp). Starszą karmiłam 2,5 roku, więc chciałam karmić podobnie teraz, 2 lata to absolutne minimum i mój cel. Ale jak to zrobić, jak stres cię zżera od środka, boli wszystko, a najbardziej serce? I tak naprawdę nikt nie wie, co przeżywasz, nawet mąż? Jak masz mieć mleko nie mając dziecka przy sobie, a płacząc nad inkubatorem?

Na szczęście przyszła położna, pomogła odciągnąć kilka kropel do strzykawki, aby wysmarować buzię Małego. Tak zaczęła się moja walka o mleko, które leciało, ale tylko kroplami. Wprowadzało mnie to w smutek i frustrację, płakałam dalej, już nie tylko przez Syna, poród, ale też przez to, że co ze mnie za matka, że nie potrafię go wykarmić…

W międzyczasie, ze względu na przepełnienie, zmieniono mi oddział, nie miałam dziecka przy sobie, więc nie musiałam leżeć na poporodowym, mogłam leżeć gdziekolwiek. Przeniesiono mnie na „koniec świata”. Oddział rodem z epoki Gierka, samotność, zero wsparcia i pomocy. Jak już przepłakałam swoje, na szczęście i dzięki jednej dobrej położnej na tym padole, udało mi się w końcu doprosić o doradcę CDL, zwaną w tym szpitalu położną laktacyjną, która okazała się kobietą aniołem, moim wybawieniem, sprawcą mojej mocy. Dzięki wspólnym wysiłkom zaczęła powoli powoli płynąć rzeka mleka. System 7-5-3 i regularne odciąganie co 2-3 godziny przez całą dobę powoli robiło robotę. Mama, pocieszyciel, doradca i specjalista w jednym. ♥

Karmię piersią inaczej

Mały niestety nie miał odruchu ssania i jadł tylko przez sondę, ale jadł, moje mleko. Raz tylko dostał 5 ml mieszanki, jak nie miałam tyle mleka co trzeba, na czas karmienia. Spowodowało to swego czasu znów fontannę łez, że dlaczego, że mimo odciągania mleko nie leci.

Dzięki jednak samozaparciu i położnej laktacyjnej, która wspierała mnie codziennie, mleka było coraz więcej. Mówiła, nie stresuj się, stres zabija laktację, siadaj koło inkubatora i odciągaj, pij melisę, i będzie dobrze. Masz zdrowego Syna, który będzie jadł z piersi zobaczysz, tylko poczekaj, ja Ci pomogę, wszystko powoli, on musi dojrzeć… jak mantrę.

Życzę Wam takich położnych.

Mleko mamy to życie!

Najwięcej sił jednak dawał mi mój Syn, który rósł i przybierał. Mleko mamy to życie! ♥

Rósł, miał się coraz lepiej, powoli następowały próby karmienia go butelką (sic!) odciągniętym pokarmem. Niestety taka jest procedura na neonatologii, że jak będzie jadł porcje, to zostanie wypisany do domu… Szło to jednak bardzo powoli, gdyż przy dłuższym ssaniu miał krytyczne spadki saturacji, wtedy resztę mleka dostawał sondą…

Ja zostałam wypisana po tygodniu, on został. Spowodowało to, że moje serce pękło znów na pół, gdzie moje dziecko, czemu idę do domu z pustym brzuchem, a on zostaje. Płakałam codziennie i każdej nocy. Wiedziałam, że jedyne co teraz mogę, to dać mu moje mleko, pokarm, który go wzmocni, pokarm życia. ♥

Wypożyczona do domu medela lactima dawała radę, jej dźwięk mnie budził i usypiał codziennie. Co 2-3 h w dzień i w nocy ściągałam mleko, a w kryzysach pomagała melisa, kangurowanie Małego i power pumping. W końcu było już tego dużo za dużo, nadwyżki poszły do zamrożenia, a tyle, ile było potrzebne zanosiłam do szpitala, żeby Mały mógł jeść.

Matczyna intuicja

Wewnętrznie już czułam (a było to ok. 34 tc jakby), że mimo, iż tak wcześnie się urodził, to oprócz kangurowania, powinnam go już przystawić do piersi, które były pełne mleka, tylko czekały na małego ssaka. On musi uczyć się ssać, myślałam. Doktor prowadząca pozwoliła przystawiać, choć nie omieszkała wspomnieć „że i tak nie będzie ssał” „bo to nie ten tydzień jeszcze na poprawne odruchy”.

Smoczki zatyczki i dopychanie dzieci glukozą jak były niespokojne były na porządku dziennym, choć muszę powiedzieć, że wsparcie dla kp było ogromne, położne namawiały na odciąganie mleka, odsyłały do położnej laktacyjnej, większość też popierała przystawianie do piersi. Oczywiście czasem trafiały się takie, które mówiły „proszę go nie przystawiać, bo jak się zmęczy ssaniem piersi, to butelki nie będzie jadł”. Widać, że zależało im tylko na tym, żeby odbębnić swoją zmianę, i tyle.

Mimo tego wszystkiego, codziennie przystawiałam Syna do piersi, w przerwach kiedy nie dostawał butli. Jak się zassał po raz pierwszy, zbiegły się wszystkie położne z oddziału, nie wierząc, że to możliwe, a mi kapał strumień łez na niego…

Razem w domu

Po 34 dniach Mały został wypisany do domu, ponieważ w końcu zaczął zjadać ładnie przepisane mu 50 ml. Muszę zaznaczyć, że przyczyniła się też do tego pani neurologopeda, która codziennie masowała mu buzię dla poprawy odruchów i pokazała mi, jak to robić (przed każdym karmieniem). Rozdarta byłam pomiędzy szpital, Syna, dom i Starszą, która była wtedy z tatą w domu. 🙁 Okropnie wspominam ten czas. Przy życiu trzymała mnie tylko myśl, że już niedługo będziemy wszyscy razem. Doszłam do granicy wyczerpania fizycznego, spałam prawie na stojąco.

Wyposażona w kilkanaście butelek i smoczków i laktator, w domu walczyliśmy dalej. Wiedziałam jednak, że karmienie butelką, to nie nasza droga. Wstawanie w nocy, grzanie mleka, w międzyczasie odciąganie – pomiędzy pobudkami Małego doprowadziło mnie do skrajnego wyczerpania. Wiedziałam, że jedynym słusznym rozwiązaniem, aby to się skończyło, jest przestawienie go tylko i wyłącznie na pierś.

Nasz sukces

Podawałam Małemu najpierw pierś, a potem resztę mleka z butelki – na zasadzie ile zje to zje. Z 50 ml powoli zrobiło się 20ml, potem coraz, coraz mniej. System ten poparła również położna środowiskowa (również CDL), która przychodziła do nas do domu ważyć Małego. Ona też pomogła mi zapanować nad szalejącą laktacją, gdzie niejednokrotnie najpierw musiałam ściągnąć nieco, aby Syn mógł jeść, w przeciwnym wypadku mleko go zalewało, nie nadążał jeść, krztusił się.

W ten sposób schodziłam z karmienia butelką w stronę samego kp. Syn ssał coraz więcej i mocniej, aż w końcu przestał pić w ogóle z butelki. Obserwacje jego zachowania i przyrostów (45 gram dziennie, a w efekcie 1kg przyrostu w miesiąc) utwierdziły mnie w przekonaniu, że Mały się najada i że cycki robią robotę. 🙂 ♥

Droga Mamo, jeżeli chcesz karmić piersią, wierz, że to zrobisz. Szukaj pomocy, dla siebie, dla dziecka, w Waszej Drodze Mlecznej. W szpitalach są położne “z sercem”, specjalistki, wykwalifikowana kadra. One pomogą, dadzą wsparcie.

Zobaczysz, pokonasz trudności, rozwiejesz wątpliwości, znajdziesz w sobie siłę. ♥

Magda

Fundacja "Mlekiem Mamy" wspiera w karmieniu naturalnym. Jeżeli karmienie piersią okazuje się niemożliwe, pokazujemy, że można karmić piersią inaczej (KPI), tj. odciągniętym mlekiem i podawać je w inny sposób. Edukujemy w zakresie tzw. świadomego rodzicielstwa i zdrowego stylu życia już od pierwszych chwil dziecka. Prowadzimy również działalność odpłatną w zakresie wsparcia okołoporodowego.