historia z kpi na kp

Historia pewnej walki o szczęście

HISTORIE MAM

Chcę się podzielić z Wami naszą historią walki o szczęście, którą napisałam jakiś czas temu…

Zanim urodziła się moja cudowna córeczka, musiałam mieć wszystko z góry zaplanowane. Myślałam sobie wcześniej i planowałam, jak to wszystko będzie, kiedy przyjdzie na świat. Kupowałam ubranka, kocyki, pościele. Wszystko wyprasowane, poukładane, czekało u niej w komodzie. Miało być tak idealnie. No właśnie, czy wszystko zawsze jest idealne? Miało być tak idealnie. No właśnie, czy wszystko zawsze jest idealne?

Pierwsze minuty szczęścia i następne kolejne stresu

W kilka godzin po porodzie położna przyniosła mi małą i położyła przy piersi. Byłam taka szczęśliwa. Moja malutka zaskoczyła od razu i pięknie zassała pierś. Niestety, to było na tyle tego szczęścia przy karmieniu. Każde następne podejście to był tylko płacz i walka o to, czy się uda czy nie.
W szpitalu byłam bardzo zestresowana każdym kolejnym karmieniem. Po cesarce leżałam i nie byłam w stanie się podnieść. Położne pomagały w dostawianiu do piersi malucha, ale i tak nie wychodziło. Dzidziuś mi „zjeżdżał” w łóżku, a ja sobie kompletnie nie radziłam. Musiałam dokarmiać mlekiem modyfikowanym. 

Ale wiedziałam, że będę walczyć o karmienie piersią, albo chociażby o swoje mleko.
W szpitalu miałam z sobą tylko laktator ręczny, wypożyczony od znajomej, która mówiła, że na pewno mi się nie przyda. 

Mamy karmiące inaczej – moja nowa skarbnica wiedzy

Po wyjściu ze szpitala moja córka nadal nie umiała złapać piersi, tylko płakała i mi było jej naprawdę żal, kiedy słyszałam jak płacze…
Zabrałam się za laktator i pompowałam. Możecie wierzyć lub nie, ale dorobiłam się odcisków, ten ręczny laktator to była niezła  katorga!
Zaczęłam szukać w internecie i czytać wszystkie możliwie fora o wsparciu dla kobiet karmiących. Próbowałam znaleźć więcej informacji na temat tego, jak zwiększyć ilość mleka i jak efektywnie je ściągać. 

Natrafiłam wtedy na grupę wsparcia dla mam ściągających mleko (mamy karmiące piersią inaczej) i przeczytałam chyba całe forum. To była dla mnie naprawdę skarbnica wiedzy.
Kupiłam oczywiście laktator elektryczny i zaczęłam nim ściągać. Ale miałam z tego radości, kiedy ilości mleka zaczęły się zwiększać! Mleka miałam tyle, że mogłam nawet robić mrożonki. 

Podcięcie wędzidełka i próby przystawiania do piersi

W szpitalu dowiedziałam się, że moja córeczka ma za krótkie wędzidełko i że możemy je podciąć jak będzie miała około 1,5 miesiąca.

Do tego czasu cały czas ściągałam mleko i podawałam w butelce. Nie było to najłatwiejsze zadanie.  Podziwiam mamy, które cały czas karmią w ten sposób.
Karmienie piersią również nie jest łatwe. Walczyłam o to cały czas i próbowałam dostawiać moje dziecko do piersi. Kiedy miała około 1,5 miesiąca pojechaliśmy z nią do chirurga. Lekarz powiedział, że zaraz po podcięciu wędzidełka mam ją przystawić do piersi.
I wiecie co? Udało się! Ona naprawdę zassała pierś! Nie mogłam w to uwierzyć. Przystawiłam ją za jakiś czas znowu ponownie, a potem dałam butelkę, żeby sprawdzić czy się najadła. Efekt był taki, że już tej butelki nie chciała. 

Długo nosiłam z sobą laktator, bo się bałam, że odrzuci znowu pierś. Ale na szczęście to już się nie powtórzyło. Laktatora używałam jeszcze przez jakiś czas, żeby uregulować ilości mleka, bo miałam go więcej niż ona potrzebowała. A później leżał już tylko schowany w szafce. 

Zawsze trzeba mieć siłę, by jakoś wytrwać

Na tym historia się nie kończy. W karmieniu piersią również trzeba mieć siłę.
Bywały lepsze i gorsze momenty. Milenka budziła się czasem w nocy po kilkanaście razy na mleko. Można by pomyśleć, że była głodna i ciągle się budziła. Może mleko było mało wartościowe? Absolutnie, nic bardziej mylnego. Czasem potrzebowała bliskości, czasem była głodna, innym razem miała gorsze noce. 

“Krwawiący” ból spędzający sen z powiek

Większy problem i ból, którego doświadczyłam niemal że codziennie przez 7 miesięcy pojawił się później. Po około roku Milenka miała już więcej ząbków. Nigdy mnie nie gryzła, ale RAZ JEDYNY zacisnęła się mocniej na mojej piersi. Czasem też trochę pociągnęła, ale nigdy tak mnie nie zabolało jak wtedy. Pierś zaczęła mnie boleć coraz bardziej. Każde karmienie sprawiało taki ból, że to było po prostu nie do wytrzymania. Miałam „wygryziony” kawałek piersi. Otwartą ranę, która co chwilę krwawiła i bolała. Ile razy zaczęła się goić, za chwilę znowu rana się otworzyła i od nowa przeżywałam wszystko. 

Szukanie koła ratunkowego – nie jednego

Próbowałam najpierw uporać się z tym sama, radząc się CDL, jak sobie pomóc. Niestety nic nie dawało rady. Było tylko gorzej. W nocy zaciskałam zęby z bólu, za dnia podobnie. Kiedy poszłam do pracy, myślałam, że rana szybciej się zagoi. Próbowałam wszystkiego.
Wietrzyłam piersi, smarowałam swoim mlekiem. Później wszystkie maści typu purelan, maltan itp., itd. Wybrałam się na wizytę do mojej Pani Ginekolog, która zobaczyła pierś i stwierdziła, że „nie ma tak źle”. Przepisała mi jakąś inną maść, którą znowu stosowałam przez chyba kolejne dwa miesiące. W międzyczasie brałam też antybiotyk. Upłynęło jakieś 9-10 miesięcy od tamtego czasu. Rana w końcu zaczęła się goić. Kuzynka, która pracuje w aptece, przyniosła mi czystą lanolinę. Zaczęłam ją stosować 3 razy dziennie, grubiej nakładając. Po 2 tygodniach już były efekty. Pojawiła się nadzieja. I tak powoli rana prawie zniknęła…

Szczęście mojego dziecka

Mogłam już dawno się poddać, mogłam dawno odstawić ją od piersi, w końcu już jest taaaka duża! Ale nie chciałam, i wiem że ona też nie chce. Widzę jaka jest szczęśliwa, kiedy wracam z pracy, kiedy się przytulamy i karmimy. Kiedy ledwo przekraczam próg domu, a ona mnie przytula i jest wtedy taka zadowolona. To nas stale zbliża do siebie. Nie interesuje mnie opinia innych, ważne jesteśmy tylko MY. Liczy się JEJ  i moje szczęście. A szczęście mojego dziecka jest dla mnie najważniejsze.
Wiem, że mogę jej dać tyle dobrego. I ona to także wie.

Czy ktoś mi kiedyś powiedział, że karmienie piersią nie będzie łatwe? Byłam tego świadoma, ale nie myślałam, że będzie to tak trudne.
Jednak przeżyłam swoje i wiem, że to walka o szczęście. Walka o pełnię szczęścia. 

Nasza historia wciąż trwa

Milenka skończy niedługo 2 latka. Jest cudownym, kochanym dzieckiem. Przytulam, całuję ją kilka razy dziennie, a ona odwzajemnia się tym samym.
Czy warto było walczyć od początku naszej drogi mlecznej? Bez wahania mówię: TAK.

Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali. Przede wszystkim mojemu Mężowi, który był i jest dla mnie dużym oparciem.

A Wam dziękuję, że dotarliście do końca naszej historii, która jeszcze tak naprawdę się nie zakończyła. 🙂

Szczęśliwa Mama Milenki. Ania