Niemożliwe, a jednak…

Dziś mija 9 miesiąc kpi (prawie, jak ciąża, ale mi się skojarzyło 😉 ). W sumie może to dobre skojarzenie, bo pomału zaczynam kończyć tą trudną, choć bardzo ważną dla mnie i mojego syna przygodę (choć to złe słowo, raczej doświadczenie). Zbliża się rozwiązanie, więc naszedł mnie nostalgiczny nastrój i poczułam, że chcę opowiedzieć swoją historię.

Być może dla niektórych z Was będzie ona przydługa, nudna, być może część z Was odnajdzie w niej siebie… Piszę z nadzieją, że choć jednej z Was ta historia pomoże uporać się z emocjami towarzyszącymi kpi.

Bez instynktu?

Przez wiele lat nie czułam instynktu macierzyńskiego, a wręcz oświadczałam wszem i wobec, że nie będę miała dzieci, bo nie chcę, nie lubię itp. Później, gdy natura dała znać o sobie nie było przy mnie odpowiedniego mężczyzny, który mógłby zostać ojcem. Gdy rozpoczynał się rok 2013 wiedziałam, że będzie wyjątkowy i tak też było 🙂 22 lutego (ciekawe, bo to było równo 4 lata temu) poznałam wspaniałego mężczyznę, ach….

By nasza miłość była pełna postanowiliśmy zostać rodzicami. Nie była to łatwa droga… To była kolejna ciąża, niestety wcześniej straciliśmy nasze Aniołki, więc była pełna obaw, strachu, niepokoju, czarnych myśli przeplatanych nadzieją, że tym razem nam się uda. Musiałam bardzo uważać, przez kilka miesięcy leżałam, przyjmowałam leki na podtrzymanie, do tego wszystkiego przyplątała się cholestaza ciążowa 🙁

Na szczęście udało się i stało się!

W wieku 41 lat urodziłam zdrowego, silnego i przystojnego, jak jego tata, syna. 🙂

Pojawił się na świecie w 38 tygodniu przez cesarskie cięcie w majowe popołudnie o godz. 16:37 – NIGDY NIE BYŁAM TAKA SZCZĘŚLIWA! Lecz tu zaczynają się kolejne schody…

Po operacji miałam syna przez ok. 20 minut, później zostałam zabrana na salę pooperacyjną. Nikt nie zaproponował kontaktu „skóra do skóry”, dziecko zobaczyłam dopiero po 17 godzinach! Teraz, jak to opisuję zastanawiam się, jak do tego doszło? Niewiele pamiętam z tego okresu, czy to z powodu leków uśmierzających ból, hormonów, szoku, że po 9 miesiącach życia w strachu na świecie pojawił się mały człowiek i to w dodatku mój syn…? Dlaczego nie miałam go przy sobie wcześniej? Niestety w tym czasie został nakarmiony mlekiem modyfikowanym. 🙁

Przecież jesteśmy ssakami!

Pewnie, jak wiele z Was wyobrażałam sobie, że karmienie piersią jest tak naturalną czynnością (przecież jesteśmy ssakami), że przez myśl mi nie przeszło, że mój syn nie będzie ssał. Przed oczami miałam obrazek: przystawiam dziecko do piersi, ono pięknie zaczyna jeść i jest pełnia szczęścia, jak w reklamie (no właśnie, jak one zakrzywiają rzeczywistość). Stało się jednak inaczej 🙁

Starałam się, jak mogłam i cały czas go przystawiałam, a on zamiast jeść błogo spał. Nie jadł, więc zamiast otrzymać pomoc przy karmieniu piersią dostałam kolejną butelkę mleka modyfikowanego. 🙁 Urodziłam w sobotę, a położne laktacyjne były dopiero od poniedziałku. Przez te dwa dni nikt nam nie pomógł, więc zaczęłam ściągać mleko ręcznym laktatorem, jakieś potwornie biedne ilości. O laktatorze dowiedziałam się na szkole rodzenia w kontekście nawału pokarmu, który u mnie nigdy się nie pojawił… Korzystałam z CDL w szpitalu, a po wyjściu w poradniach, ale z dnia na dzień mój synek coraz bardziej złościł się przy piersi.

Baby blues

Do tego pojawił się potworny baby blues, który wyprowadził mnie z równowagi. Płakałam, płakałam, płakałam, że jestem złą matką, że sobie nie radzę, że mam mało mleka, a nawet pojawiły się okrutne myśli po co decydowałam się na dziecko – jak teraz o tym myślę to mam ciarki.

Dzięki mojej przyjaciółce, po 3 tygodniach męki z ręcznym laktatorem kupiłam elektryczny na dwie piersi i poczułam ulgę. 🙂 Jeszcze przez wiele miesięcy próbowałam przystawiać synka, ale bez rezultatu.

Moje błędy

Z perspektywy czasu widzę, jak wiele popełniłam błędów… Nigdy nie miałam zbyt dużo mleka, odciąganie zawsze trwało u mnie 40-60 minut i szału nie było, w najlepszym okresie ściągałam, żeby nie powiedzieć „wykapywałam” ok. 600 ml na dobę. Zawsze musiałam podawać dodatkowo mleko modyfikowane, co też bardzo mnie bolało, nie potrafiłam się z tym pogodzić. Wiedziałam jednak, że robię to dla tego małego, cudownego człowieka, by miał jak najlepszy start.

Jest kilka rzeczy, których żałuję, a m.in. tego, że tak późno trafiłam na grupę na Facebook’u „Mamy ściągające mleko (karmienie piersią inaczej)” (syn miał 5 miesięcy), bo być może wszystko potoczyłoby się inaczej, zwiększyłabym laktację i karmiłabym tylko swoim mlekiem.

O wsparciu i rodzinie

Na początku miałam duże wsparcie rodziny, ale z biegiem czasu, gdy widzieli ile mnie to kosztuje i jak mało mleka ściągam, często słyszałam: już chyba wystarczy tego ściągania; ile jeszcze będziesz ściągać? od mleka modyfikowanego jeszcze nikt nie umarł; daj sobie spokój, itd., ale ja wiedziałam co jest ważne dla mojego syna i nie poddałam się.

Ostatnie 9 miesięcy to był trudny czas dla całej naszej rodziny. Ściąganie przychodziło mi z trudem, syn jest bardzo żywotny i dość absorbujący, do tego poranione piersi, bo chciałam wycisnąć z nich jak najwięcej, więc zwiększałam moc ssania laktatora. W tym okresie pojawiały się różne emocje: złość, frustracja, wściekłość, gniew, rozdrażnienie… ale pojawiła się też satysfakcja, bo nigdy nie sądziłam, że uda mi się ściągać ponad 9 miesięcy. Zastanawiałam się, czy uda mi się, choć 3. 🙂

Kobieca siła

Zazdroszczę Wam dziewczyny, które ściągacie hektolitry mleka w ciągu kilkunastu minut i możecie robić mrożonki oraz dzielić się swoim mlekiem.

Podziwiam Was dziewczyny, które macie wcześniaki, bliźniaki, więcej niż jedno dziecko lub chore dziecko.

Podziwiam także te z Was, które ściągacie mleko dla swoich dzieci od kilkunastu miesięcy.

W kobietach jest jednak ogromna siła i determinacja. 🙂

Randkowanie z laktatorem kończyłam chyba ze sto razy, ale jakiś wewnętrzny głos mówił: „Jeszcze jeden dzień, jeszcze jeden dzień…” i tak dotrwałam do tych 9 miesięcy.

Dziewczynom, które chcą się poddać na początku drogi mówię:

„na pewno dacie radę” !!!

Teraz rozpoczynamy nowy okres w naszym życiu, chcę pokazać mojemu synkowi świat. 🙂 Myśl, że niedługo odstawię laktator sprawia, że mam w sobie dodatkową energię, w końcu idzie wiosna. 🙂 🙂 🙂

Ps. Nie ściągam mleka od 3.03 i czuję stratę. 🙁

Magda

Fundacja "Mlekiem Mamy" wspiera w karmieniu naturalnym. Jeżeli karmienie piersią okazuje się niemożliwe, pokazujemy, że można karmić piersią inaczej (KPI), tj. odciągniętym mlekiem i podawać je w inny sposób. Edukujemy w zakresie tzw. świadomego rodzicielstwa i zdrowego stylu życia już od pierwszych chwil dziecka. Prowadzimy również działalność odpłatną w zakresie wsparcia okołoporodowego.