Kręta mleczna droga

HISTORIE MAM

Ta historia będzie o tym jak nie karmić i o tym, jak po krętej drodze mlecznej wyszliśmy na prostą. Niech będzie dla was przestrogą z odrobiną nadziei.

Kiedy kobieta zachodzi w pierwszą ciążę to z największą precyzją wyszukuje różne wiadomości: kiedy dziecku rosną paluszki, kiedy zaczyna słyszeć, a nawet to, kiedy ma czkawkę. W końcu rodzi… I co dalej? No, jak to co? Będzie karmić piersią! Przecież to takie naturalne…

Tak właśnie zaczęła się nasza historia. Hania urodziła się grudniowym porankiem po porodzie trwającym prawie dobę. Wykończone, ale szczęśliwe doznałyśmy pierwszego kontaktu skóra do skóry i pierwsze karmienie odbyło się jeszcze na porodówce.

O błędach i karmieniu piersią

Z perspektywy czasu przyznam, że w temacie karmienia nie sięgnęłam po żadną wiedzę, to miało być takie proste. Jakaś ulotka z przychodni, to wszystko. Nie minęła doba, a moje brodawki były całe poranione. Przyszła położna, pokazała jak przystawiać i dała maść z lanoliny. Trochę pomogło, ale bolało dalej. Do tego płaska brodawka. Zapytałam, czy można spróbować z kapturkami? No, można… Zaczęłam karmić przez nakładki i szybko przekonałam się, że popełniłam błąd. Pierwszy. Zanim jeszcze wyszłam ze szpitala. O skutkach karmienia przez kapturki nie miałam pojęcia. Mała szybko się do nich przyzwyczaiła i pomimo szczerych chęci nie udało się ich odstawić. Ale jadła, rosła. To było najważniejsze.

W czwartym miesiącu pojawił się problem – Hania kiepsko przybierała na wadze. Kazano dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Zapytałam, czy muszę? No tak, przecież dziecko jest głodne! A mogę swoim? Można spróbować… Nie przyszło mi wtedy do głowy, że może źle przystawiam, albo że to wina nakładek… Zaczęłam więc randkowanie z laktatorem. Najpierw przystawiałam małą, a potem ściągałam to, co zostało i podawałam jej butelką. Kolejny błąd. Czemu nie kubeczkiem? Albo łyżeczką? Bo o takich sposobach nie miałam pojęcia. Nie minęło długo, a Hania całkowicie odrzuciła pierś. Udawało nam się karmić jedynie w nocy, raz lub dwa, na śpiocha. A kapturki? Jednej nocy zapodział się gdzieś w pościeli, nie mogłam go znaleźć i przystawiłam wrzeszczącego maluszka do gołej piersi. Załapała. To był ich koniec. Tak po prostu.

Podróże kształcą

Nigdy nie zakładałam sobie ile będę karmić, a już w ogóle ile dam radę ściągać mleko. Tak mijał dzień za dniem, aż Hania skończyła roczek. W tym samym czasie czekał nas wyjazd na weekend, długa podróż trwająca ponad sześć godzin. Z domu zabrałam zapasy z zamrażalnika. Gorzej było z drogą powrotną. Pomimo nocnych pobudek na odciąganie nie udało mi się uzbierać tyle mleka, żebyśmy spokojnie wrócili do domu. Ale w razie czego miałam ze sobą kartonik mleka modyfikowanego. Niestety, mała wzięła łyk i wypluła butelkę. Zatrzymaliśmy się na stacji, zjadła kawałek kotleta i parę groszków. Chwila spokoju. Kupiłam jeszcze dwa kartoniki mleka sztucznego różnych marek. Nie chciała żadnego. Musiałam rozpocząć randkę z laktatorem – w samochodzie, podczas jazdy. Wtedy też zrozumiałam, że tak łatwo się z nim nie rozstanę.

A jednak! Jakoś tak niedługo po tej podróży zauważyłam, że mała zaczyna interesować się cycusiami. Postanowiłam więc coraz częściej oferować pierś, a ona zawsze coś tam pociumkała. Potem karmiłyśmy się na zmianę – dwa łyki z piersi, dwa łyki z butelki. Pewnego dnia przed drzemką po prostu z całej siły odepchnęła butelkę, aż mi wypadła z ręki. Wtedy nastąpił przełom – nasze pierwsze porządne karmienie w ciągu dnia. Niedługo po nim kolejne – wieczorne. Zamiast mleka do posiłków spróbowałam podawać wodę. Dzięki temu piła więcej z piersi, a zarazem zmniejszyła się liczba randek z laktatorem (do dwóch dziennie). W tym momencie na horyzoncie znowu pojawiła się długa podróż – na szczęście na miejscu byliśmy dłużej i udało mi się odciągnąć wystarczająco dużo mleka na powrót. Bez potrzeby. Hania wypiła parę łyków i nie chciała więcej butli. Tylko „titi”. Następnego dnia powiedziałyśmy laktatorowi: żegnaj!

Witaj wiosno!

Nasza przygoda z odstawieniem trwała około 4-5 miesięcy, ale było warto. Przyszła wiosna, mamy więcej czasu dla siebie. Mamuśki kpi – jesteście wielkie! Nikt inny nie wie ile poświęcenia i wytrwałości to kosztuje. I pamiętajcie, że po burzy zawsze wychodzi słońce.

Teraz kiedy to piszę Hania ma prawie 17 miesięcy i od ponad tygodnia karmimy się tylko i wyłącznie piersią. Posłałyśmy laktator precz. Razem!

A.