Wywiad z Babcią Julią

HISTORIE MAM

Karmienie piersią inaczej nie jest żadną nową rzeczą wśród mam. Dzisiaj kobiety mają po prostu ułatwione zadanie dzięki laktatorom elektrycznym czy specjalnym gorsetom. Bycie kpi 50 lat temu – to dopiero był wyczyn! Moja babcia Julia opowie o swoich początkach macierzyństwa i ważnym jego aspekcie – karmieniu.

Patrycja.

Babciu, może zacznijmy od początku – jak wyglądało nastawienie na karmienie piersią w latach 60.?

Karmienie piersią było dla wszystkich normą – kobieta miała mieć mleko, bo wiadomo, że to najzdrowsze dla dziecka. Gdy z jakichś przyczyn nie mogła jednak karmić, robiły to inne mamy leżące na oddziale.

A Ty byłaś kobietą z której grupy – dokarmiającą czy bezmleczną?

Od samego początku dokarmiającą. Pokarmu miałam bardzo wiele, więc i wiele cudzych dzieci karmiłam. Było to o tyle prostsze, że karmiło się zawsze o konkretnych porach (nie było karmienia na żądanie), więc gdy skończyłam z Robertem (syn babci i mój wujek), dostawałam na ręce inne dziecko. Wtedy nikogo to nie oburzało, chociaż teraz nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.

Jaką pomoc miały mamy, które nie umiały karmić piersią?

Niestety żadnej. W szpitalu położne nie były skłonne do pokazywania, jak przystawiać, skąd wiedzieć, że mleko leci. Wtedy młode dziewczyny musiały robić wszystko intuicyjnie lub dostawały rady od bardziej doświadczonych matek.

A doradcy laktacyjni lub pediatrzy?

Doradców nie było i nikomu nawet się nie śniło o takim specjaliście. Wiedza o laktacji kulała. Przeciętna współczesna mama wie znacznie więcej niż 50 lat temu lekarze. Mity o chudym mleku i braku pokarmu (bo piersi miękkie) były na tyle popularne, że wiele mam nie karmiło. Sprawy nie ułatwiało też karmienie z zegarkiem w ręku co 3 godziny. Ja trafiłam na jeszcze przedwojennego pediatrę, która uważała że najlepiej karmić, gdy dziecko się dopomina, a nie tak jak było to zalecane.

Po powrocie ze szpitala wciąż  karmiłaś piersią?

Tak, karmiłam wyłącznie piersią do skończenia przez synka pół roku. Po tym czasie Robek poszedł do żłobka, a ja do pracy. I wtedy zapadła decyzja, że trzeba podawać mu odciągnięte mleko.

Jaka była alternatywa dla pokarmu mamy?

Mleko krowie. Wiedziałam jednak, że dzieci są po nim bardziej chorowite i mizerne, a ja za bardzo kochałam każdą fałdkę Roberta, więc ściągałam.

Jak to wtedy wyglądało? Czym się ściągało?

Robiłam to ręcznie, tyle razy, ile piersi były pełne. Potem z butelką jechałam do żłobka. Tam karmiłam go piersią, a butelka zostawała na następne karmienie. Miałam dwie takie przerwy w czasie pracy, a nawet specjalny transport, by nie zajmowało to wiele czasu.

Jak to robiłaś, że miałaś siłę ściągać mleko, pracować oraz dbać o dom?

Nie wyobrażałam sobie, by miało być inaczej. To były inne czasy – kobieta zajmowała się wszystkimi obowiązkami domowymi, ponieważ mąż wracał zmęczony z pracy. Co z tego, że ja miałam tej pracy dwa razy więcej – nie było czasu, by się nad sobą użalać.

Jak reagował dziadek, panie w żłobku czy znajomi w pracy?

Znajomi w pracy podziwiali mój upór. Panie w żłobku były zawsze zadowolone, bo zapasów mojego mleka miały tyle, ze jadły je jeszcze inne dzieci. A dziadek cieszył się, że nie musimy wydawać dodatkowych pieniędzy na żywienie syna. (śmiech)

Jak długo planowałaś karmić, a ile faktycznie wyszło?

Robert odrzucił pierś gdy miał 15 miesięcy. Ja jednak wciąż podawałam mu mleko w butelce i jadł je do skończenia 4 roku życia. Było to normalne. W sklepach było niewiele produktów, tym bardziej dla takiego dziecka. Witamin czy suplementów w aptekach nie było, więc wszystko, co najlepsze, dostawał w mleku.

babcia2Wiem, że przy mamie już nie zdecydowałaś się na odciąganie i karmiłaś piersią do 7 miesiąca. Czemu?

Przy pierwszym dziecku byłam sporo młodsza (wtedy 23 lata, przy Monice 36 lat). Miałam wtedy mniej obowiązków. Ale widzę efekty karmienia piersią u syna – nigdy nie chorował, córka za to była wątłego zdrowia.

Ja mam w Tobie wielkie oparcie, bo wiesz jak to jest – zawsze mnie dopingujesz i razem ze mną cieszysz się z każdej nadwyżki pokarmu. Jakie rady masz dla mam karmiących piersią inaczej?

Przede wszystkim wiara w swoje możliwości. Ja nigdy nie zwątpiłam w siebie. Mleko miało być, więc było. Jak już wspomniałam wykarmiłam nie tylko syna, ale i inne dzieci. Należy dobrze organizować sobie dzień. Chociaż spałam 4 godziny na dobę, to zawsze ugotowałam obiad, zrobiłam pranie i wyprasowałam ubrania. I trzeba pamiętać o tym, dla kogo się poświęcasz. Uśmiech najedzonego dziecka i każda fałda synka przypominała mi, po co to wszystko robię.