Primum non nocere

Primum non nocere to zaskakujący tytuł, prawda?

Najbardziej naturalna czynność na świecie?

Otóż zawsze chciałam karmić piersią i zawsze sądziłam, że jest to jedna z najbardziej naturalnych czynności na świecie. Byłam głęboko przekonana, że wraz z pojawieniem się dziecka popłynie rzeka mleka, a my w oczywisty sposób się do siebie dopasujemy.

Niestety nie wykorzystałam kilku miesięcy leżenia w zagrożonej ciąży na zgłębianie wiedzy o laktacji, czego dziś żałuję. Pewnie oszczędziłoby mi to wielu łez i rozczarowań. Chciałabym podzielić się z Wami moją historią i przestrzec przed słuchaniem „dobrych rad” i niedouczonej kadry medycznej. Zachęcić do zgłębiania wiedzy i szukania fachowej pomocy, ponieważ warto zrobić wszystko, aby dostarczyć dziecku pokarm mamy.

O laktację walczyłam około 7 miesięcy. Rany od ściągania pokarmu miałam nie tylko na piersiach, ale przede wszystkim w sercu i niemal doprowadziło mnie to do depresji, ale zacznę od początku.

Problemy z macicą dwurożną

Z powodu wady  macicy zwaną macicą dwurożną cała ciąża przepełniona była troską o życie córki, w międzyczasie  nie przedłużono mi także umowy o pracę, gdy tylko poinformowałam przełożoną o ciąży. Stres wywołany dodatkowo utratą pracy oraz leki w ogromnych dawkach sprawiły, że znalazłam się kilkakrotnie w szpitalu.

Najmniejsza i najgłośniejsza Sara

Sara przyszła mimo wszystko szczęśliwie na świat poprzez nagłe cięcie cesarskie w 36 tc z wagą urodzeniową 2700 g. Już podczas operacji dostałam podwójną dawkę oksytocyny o czym poinformowała mnie położna. Borykałam się także z zakażeniem, które zwalczane było kilkoma antybiotykami. Nikt nie pomyślał o zastosowaniu leków osłonowych dla mnie czy dla dziecka. Początki były bardzo trudne, Sara była najmniejsza i najgłośniejsza na całym oddziale, a ukojenie przynosiło jej  jedynie leżenie na moich piersiach, a i to dopiero po kilku dniach przeraźliwego płaczu.

Nie ssała jednak aktywnie, lecz zapadała w głęboki letarg, z którego żadnym sposobem nie udało się jej wybudzić. Rozbieranie, łaskotanie, dmuchanie, drapanie – absolutnie nic nie pomagało. Nie potrafiłyśmy także znaleźć właściwej pozycji do karmienia, a malutka była zbyt nerwowa, aby złapać spokojnie pierś i płakała histerycznie, aż zasypiała ze zmęczenia. Położne prześcigały się w wymyślaniu metod, polewały piersi glukozą, ściskały mnie, kładły mała w najróżniejszych pozycjach. Starały się pomóc, ale kilka razy dokarmiły dziecko bez mojej zgody.

Coraz głębsze problemy

I tu zaczęły się coraz głębsze problemy. Położna poleciła nakładki na brodawki z uwagi na rzekomo krótkie wędzidełko, z czego skorzystałam ufając bezgranicznie mądrzejszym od siebie. Doprowadziło to do tego, że córka odrzuciła pierś i ssała jedynie poprzez nakładki. Oduczanie ich zajęło nam pół roku. Zabierałam małej nakładki co chwilę i podawałam pierś i mimo płaczu zabieg ten powtarzałam przy każdym karmieniu przez pół roku.

Horror zaczął się jednak od wizyty położnej środowiskowej. Ponieważ nie mieściliśmy się w siatce centylowej, a przyrost masy był niższy od przyjętego minimum podejrzewała, że nie mam wystarczająco dużo pokarmu. Moje piersi okazały się oporne na laktator i mogłam ściągnąć maksymalnie 30 ml z obu piersi niezależnie od czasu ściągania. Werdykt był oczywisty – dowiedziałam się od pani położnej, że nie mam pokarmu i głodzę własne dziecko. Świat naprawdę się dla mnie zawalił, poczułam się bezwartościowa. Nie dosyć, że mam wadę macicy, która niemalże uniemożliwia mi urodzenie dziecka, to jeszcze nie potrafię go wykarmić. Oczywiście w panice pobiegłam po puszkę mleka modyfikowanego, żeby nakarmić córkę. Butelka została szybko zaakceptowana przez córkę, ale nie przeze mnie i podjęłam walkę.

W poszukiwaniu pomocy

Oczywiście jeździliśmy po pediatrach, którzy jednym głosem oświadczyli, że niewiele kobiet może karmić piersią i ja z pewnością nie mam pokarmu.

Zaczęłam zatem poszukiwania doradcy laktacyjnego. Niestety i tu spotkało mnie rozczarowanie. Pierwsza pani także stwierdziła niedobór rzeczywisty, mimo że konsultacja odbyła się telefonicznie. Spotkanie miało się odbyć za kilka tygodni, jednak dla mnie była to wieczność i odezwałam się do kolejnej pani. Tu także szczęście nie dopisało. Mimo stosowania nakładek zalecony został system dokarmiania sns. Tygodniowa próba skończyła się frustracją córki i płaczem na widok piersi. Sarcia nie miała siły napić się mleka poprzez nakładki połączone z sondą co skutkowało jeszcze mniejszym przyrostem wagi.

W ruch poszły wszelkiej maści strzykawki, rurki czy kubeczek – nic nie zdało egzaminu. W międzyczasie pracowałam z laktatorem i ściągałam pokarm ręcznie niezliczoną ilość razy, także w nocy i byłam już u kresu wytrzymałości. Extra pumping możliwy był jedynie dzięki pomocy teściowej, do której się przenieśliśmy.

Łzy płynące zamiast mleka

Wymagająca córka chciała tylko leżeć przy piersi, nie mogłam wyjść nawet do toalety. Każde odłożenie powodowało ataki płaczu aż do bezdechu. Nie spałam w ogóle, a gdy udało mi się zmrużyć oczy, budzik budził mnie na kolejną sesję nocnej pracy z laktatorem. Dźwięk laktatora i moja nieobecność obok niej budził małą więc zmuszona byłam trzymać ją na jednej ręce i kołysać się, a drugą ręcznie ściągać pokarm i celować piersią do plastikowego kubeczka. Kilka mililitrów pokarmu w buteleczce sprawiało, że jeszcze bardziej chciało mi się płakać. Łez było z pewnością za każdym razem dużo więcej niż zgromadzonego mleka.

Trafiłam na grupę na fb Kwartalnik laktacyjny, który polecam z całego serca i poprzez tę drogę odezwałam się do kolejnego doradcy laktacyjnego. Od bezustannego ściągania pokarmu, które w żaden sposób nie przyczyniło się do zwiększenia produkcji pokarmu miałam na piersiach rany, a łzy towarzyszyły mi całe dnie. Nie mogłam pozbyć się uczucia, że zawiodłam swoją własną córkę. Myślę, że nie zrozumie tego nikt kto tego nie przeszedł.

Ostatnia deska ratunku

Ostatni doradca laktacyjny, który pojawił się u mnie w domu na następny dzień wdrożył kolejny plan działania, w którym mieliśmy zadbać już o moją zdruzgotaną psychikę.

Zdecydowaliśmy się na relaktację farmakologiczną, lecz po miesięcznej kuracji i braku efektu postanowiłyśmy się poddać i cieszyć się karmieniem mieszanym jak długo będzie to możliwe. Nie miałam już nadziei, córka tylko spała z piersią w buzi nie ssąc prawie w ogóle. Kolejne skoki rozwojowe również utrudniały karmienie piersią.

W międzyczasie zalecono także wcześniejsze rozszerzanie diety, które zakończyło się problemami zdrowotnymi u 4 miesięcznej wówczas córki. Wypróbowałam cały możliwy dostępny arsenał środków zwiększających laktację, z których zdał egzamin jedynie słód jęczmienny. Wszystko na nic.

Waleczna “wariatka”

Nie poddawałam się, walczyłam dalej i zarówno w przychodni, jak i w kręgu rodziny i przyjaciół zyskałam miano wariatki, która nie może pogodzić się z tym, że nie ma pokarmu. Nie potrafiłam już jednak zawrócić z wybranej drogi i nadal nie rezygnowałam z karmienia piersią.

W 7 miesiącu życia córki nastąpił wreszcie przełom. Mieszankę zastąpiło jedzenie, a ja po kilku kolejnych tygodniach dumnie wyrzuciłam ostatnią puszkę mieszanki do kosza.

Cenne informacje

Córka przybierała skokowo i dopiero po wielu tygodniach dowiedziałam się, że niski przyrost masy w przypadku mojej drobnej córki był jak najbardziej do przyjęcia. Usłyszałam o fenomenie oporności na laktator i o tym, że nie każda kobieta musi walczyć z nawałem pokarmowym. Dowiedziałam się, że odczucia kobiet są bardzo różne, a to, że mleko nie płynie samoistnie nie świadczy o braku pokarmu.

Pamiętam jak zazdrościłam i cierpiałam patrząc na moją koleżankę z sali, z której mleko dosłownie tryskało strumieniami. Zazdrościłam także innym koleżankom, które po prostu przystawiały dziecko, a ono cierpliwie piło mleko z piersi. Porównywałam z moją płaczącą córką zasypiającą zaraz po przystawieniu.

Słowa, które ranią

Uwierzyłam, że nie potrafię wykarmić córki i później mimo zdobycia większej wiedzy, nadal prześladował mnie strach, że nie mam wystarczającej ilości pokarmu. Słowa „głodzi Pani dziecko” tak głęboko wryły się w moje serce, że nie potrafiłam uwierzyć w siebie.

Wiedza i mój sukces

Dziś jestem jedyną kobietą w moim otoczeniu, która nadal karmi. Mimo, że moje perspektywy były najgorsze, dbanie o laktację zaprocentowało.

Dlatego chcę zachęcić kobiety do walki, która z pewnością przyniesie korzyści. Nawet jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z rzeczywistym niedoborem pokarmu, to karmienie mieszane także jest możliwe. Nie rezygnujmy z piersi tylko dlatego, że uważa tak jakiś lekarz. Weryfikujmy wiedzę.

Gdybym wiedziała na początku to co teraz, to pozwoliłabym się córce rozwijać we własnym tempie i nigdy nie zastosowałbym ani nakładek ani butelek. Zrobiłabym też badania, aby wykluczyć niedobór rzeczywisty. Nikt mnie o takiej możliwości nie poinformował.

Jestem wstrząśnięta brakiem wiedzy położnych z wieloletnim stażem o zjawisku oporności na laktator czy laktacji. Przykro mi również, że wszystkie dzieci wrzucane są do „jednego worka” i dokarmiane,  jeśli nie doganiają swoich cięższych kolegów. Brak indywidualnego podejścia i zalecenia, które prowadzą do zaprzestania karmienia piersią to są rażące zaniedbania.

Karmienie piersią okazało się jednym z moich największych życiowych wyzwań. Zakończone sukcesem dzięki wsparciu wspaniałych teściów oraz męża, który nigdy nie zakwestionował moich wyborów i wspierał mnie w każdej chwili. Woził nas od lekarza do lekarza i ufał mi bezgranicznie mimo, że tak wiele osób twierdziło, że głodzę córkę.

Życzę Wam, drogie Mamy takiego właśnie wsparcia i dużo siły! Jeśli nam się udało to uda się także Wam!

Anna

“Primum non nocere (z łac. „po pierwsze nie szkodzić”) – jedna z naczelnych zasad etycznych w medycynie. Autorstwo tej zasady nie jest znane, lecz zgodnie z tradycją przypisywane Hipokratesowi, choć wielu za jej twórcę uznaje też Imhotepa.” – Źródło: wikipedia.org

Fundacja "Mlekiem Mamy" wspiera w karmieniu naturalnym. Jeżeli karmienie piersią okazuje się niemożliwe, pokazujemy, że można karmić piersią inaczej (KPI), tj. odciągniętym mlekiem i podawać je w inny sposób. Edukujemy w zakresie tzw. świadomego rodzicielstwa i zdrowego stylu życia już od pierwszych chwil dziecka. Prowadzimy również działalność odpłatną w zakresie wsparcia okołoporodowego.