Moje Ciało Podarowało…

HISTORIE MAM

Moje ciało podarowało mleko… Nie jestem mamą KPI, nie potrafiłam współpracować z laktatorem – zresztą nie miałam takiej potrzeby ani możliwości. Moja córka jest typowym ssakiem, buntowniczką i z trudem odciągnięte mleko wylądowało w jej wanience do kąpieli.

Chcę podzielić się swoimi pierwszymi godzinami w roli mamy i zwrócić uwagę na pewne aspekty porodu, które wydawały mi się nieistotne. Być może nie miałam wówczas wiedzy na ten temat.

Cesarka na zimno

Urodziłam córkę poprzez zaplanowane cesarskie cięcie. Szłam do porodu jak na operację. Wybrałam szpital, z którym jestem związana przez wiele lat. Znajduje się w nim sporo specjalistycznych oddziałów, a położniczy ma wysoki stopień referencyjności. Skupiłam się przede wszystkim na zdrowiu moim i córki. Czułam się bezpiecznie, bo gdyby coś poszło nie tak, każda z nas otrzymałaby natychmiastową pomoc. Byłam bardzo zestresowana użyciem znieczulenia zewnątrzoponowego. Uspokoiło mnie jednak zapewnienie anestezjologa, że podanie zastrzyku jest bezpieczne, z daleka od miejsca, gdzie mam uraz kręgosłupa.

Zaczął się poród. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że cesarka boli? Wystraszyłam się, gdy poczułam, jak lekarz “wyrywa” ze mnie dziecko. Rozluźniłam się nieco, gdy usłyszałam płacz małej. Pierwszy krzyk, który podobno świadczy o tym, że dziecko jest zdrowe. Teraz już wiem, że nie wszystkie dzieci krzyczą, szczególnie te, które przychodzą na świat spokojnie, w swoim tempie.

Odebrana bliskość

Poprosiłam, żeby podano mi córkę. W odpowiedzi usłyszałam, że jeszcze zdążę się nią nacieszyć i nawet mi jej nie pokazano. Została ubrana i przekazana mężowi, który obserwował nas zza szyby.

Nasze pierwsze spotkanie odbyło się na sali poporodowej, kiedy zostałam już podłączona pod aparaturę medyczną. Poprosiłam męża, aby przystawił mi córkę do piersi. Zrobił to bardzo nieporadnie, poczułam w tym momencie brak wsparcia drugiej kobiety.

Bardzo zależało mi na tym, aby doszło do pierwszego karmienia bardzo szybko. Wydawało mi się, że jeśli nie przeżyłyśmy wspólnie porodu drogami natury, to przynajmniej moje mleko, jako pierwszy jej pokarm, będzie o wiele lepsze niż mleko modyfikowane, którego chciałam uniknąć. Na szczęście córka sobie poradziła i udało jej się dobrze uchwycić pierś, wypiła odrobinę mleka. Miałam córkę przy sobie, na sali do momentu, kiedy był z nami mąż. Podobno, gdy zmieniła się zmiana, został wyproszony z sali. Wówczas musiał  zawieźć dziecko na oddział noworodków.

Najdłuższa noc w moim życiu

Wieczorem przyszła położna i poinformowała mnie, że zostanę przewieziona na inną salę, a cewnik zostanie zdjęty dopiero rano. Nie usłyszałam niczego na temat córki, nikt nie przyniósł jej do mnie. Byłam jeszcze pod wpływem leków przeciwbólowych.

Nadeszła noc. To była najdłuższa noc w moim życiu. Nie spałam, czekałam aż się skończy, aby ktoś przywiózł do mnie córkę.

Karmienie naturalne?

Wczesnym rankiem zostałam uwolniona od cewnika, wyszłam do łazienki. Kiedy wróciłam na sali były już dzieci. Jedna  z kobiet, która leżała ze mną na sali, poinformowała mnie, że mam przewinąć i nakarmić dziecko.

O ile ze zmianą pieluchy nie miałam problemu, z przystawieniem córki i nakarmieniem jej już tak. Wyglądało na to, że nie była głodna. Później w beciku znalazłam strzykawkę ze sztucznym mlekiem. Pozostały jeszcze 2-3 mililitry. Poczułam złość, smutek, brak szacunku do mnie i mojego dziecka. Nikt mnie nie zapytał, czy wyrażam zgodę na nakarmienie dziecka mieszanką, nie kojarzę, żeby w dokumentacji, którą podpisywałam przed porodem było coś wspomniane na ten temat. Przecież ja chciałam karmić córkę naturalnie! (W książeczce zdrowia córki, którą otrzymałam przy wypisie został dokonany zapis “karmienie naturalne”).

Pojawiła się położna, która skrytykowała sposób przystawienia dziecka do piersi. Pomogła przystawić poprawnie i wyszła. Za chwilę korytarzem przechodziła kolejna, której nie spodobał się sposób, w jaki trzymam dziecko. Przystawiła dziecko według pozycji wybranej przez siebie. Uratował mnie tylko mój spokój, wsparcie męża. Czekałam  z niecierpliwością na wypis ze szpitala.

Zabawa w przystawianie

Pierwsze karmienie odbyło się od razu po przekroczeniu progu mieszkania. Córka głośno upominała się o mleko jeszcze w czasie drogi powrotnej do domu. I zaczęłyśmy zabawę w przystawianie – odsysanie i tak do skutku, aż nie czułam dużego bólu i wydawało mi się, że córka jest poprawnie przystawiona.

Wspierająca położna, nieoceniony mąż

Wizyta położnej środowiskowej odbyła się dość szybko. Pani Bożenka okazała się bardzo ciepłą, życzliwą kobietą, wzmocniła moje kompetencje jako matki. Jej porady zostały przekazane w sposób bardzo delikatny, jak sugestie od bardziej doświadczonej przyjaciółki. Uważam, że odegrała dużą rolę w powodzeniu mojej laktacji.

Nieocenione było też wsparcie męża. Przez pierwsze 2 tygodnie to on opiekował się córką i mną oraz dbał o dom, o to by były zrobione zakupy, a obok mnie stała woda czy inny napój, drobna przekąska. Zresztą przez dłuższy czas gotował zupy, obierał ziemniaki na następny dzień, przygotowywał mięso do pieczenia, a rano, gdy wstałam, czekało na mnie gotowe śniadanie. Gdyby nie pomoc i wsparcie męża pewnie trudno by mi było zaopiekować się córką i zadbać o siebie w czasie jego nieobecności w ciągu dnia.

W domu mała nie dała się odłożyć, wciąż płakała. Jedynym wyjściem były długie spacery. Przemierzałam dziennie nawet 10 kilometrów, z przerwami gdzieś na ławce w parku, czy w innym miejscu, aby nakarmić dziecko, przewinąć je i coś zjeść. Wracałam zmęczona, dom nie lśnił, jak wcześniej, ale córeczka była spokojniejsza choć przez jakiś czas.

Z perspektywy czasu wiemy, że było warto zaspakajać jej potrzeby. Robiliśmy to instynktownie, gdyż nie mieliśmy jeszcze wtedy wiedzy, że dzieci po cesarskim cięciu zazwyczaj są bardziej wymagające.

Moje błędy

Z własnego doświadczenia wiem, że w związku z porodem popełniłam kilka błędów:

  • Nie uczestniczyłam w szkole rodzenia. Połowę ciąży przeleżałam, a później wydawało mi się, że z uwagi na cesarskie cięcie jest to zbędne. A przecież w czasie zajęć w szkole rodzenia omawiane są różne aspekty związane z okresem okołoporodowym i opieką nad noworodkiem.
  • Nie sporządziłam planu porodu. Może gdybym go miała, udałoby się uniknąć nieprzyjemnych sytuacji? Może nie nakarmiono by mojej córki sztucznym mlekiem, a przystawiono mi ją do piersi? Tego nie wiem, ale zawsze byłaby nadzieja na respektowanie praw moich i dziecka. Pozostał żal i małe pocieszenie, że córce podano mieszankę przy pomocy strzykawki, a nie butelką i tylko pierwszej nocy.
  • Nie porozmawiałam podczas wywiadu z anestezjologiem, że ważne jest dla mnie karmienie piersią i chciałabym, aby położono mi córkę przy piersi bezpośrednio po porodzie. Teraz wiem, że jest to możliwe przy dobrej współpracy anestezjologa z pozostałą częścią zespołu na bloku operacyjnym.

Moje Ciało Podarowało…

Cieszę się bardzo, że mimo wszystko,  #MojeCiałoPodarowało 2.162.700 ml mleka, które jest darem dla mojej córki. Wierzę, że dzięki niemu będzie miała zdrowszą przyszłość.

Mama DKP