Moja mleczna przygoda

HISTORIE MAM

Moja mleczna przygoda z córeczką rozpoczęła się jesienią 2013 r. W pełni świadomie już we wczesnej przeszłości chciałam karmić piersią moje dzieci. Choć pierwsze dziecko, syna urodzonego w 2008 roku, karmiłam zaledwie 2 miesiące. Z powodów zdrowotnych musiałam z ogromnym bólem serca zakończyć laktację.

Dar dla dziecka

Obiecałam sobie, że jeśli kiedyś będzie mi dane być ponownie w ciąży i urodzić, to zrobię wiele, by konsekwentnie i optymalnie dać mojemu dziecku to, co najlepsze i najcenniejsze.

Oczywiście na drugim miejscu stawiałam siebie, czyli powrót do formy, zrzucenie nadmiaru zbędnych kilogramów oraz przede wszystkim ochronę przed nowotworem piersi

Dla zdrowia matki

Ochrona przed nowotworem piersi miała dla mnie szczególne znaczenie z powodu obciążeń rodzinnych. Stała kontrola onkologiczna w rodzinie od lat wraz z badaniami genetycznymi oraz zaleceniami Centrum Onkologii okazały się być dla mnie oraz córeczki znaczące w celu jaki sobie postanowiłam.

A jednym z takich zaleceń dla mnie oraz mojej siostry było właśnie karmienie piersią możliwie jak najdłużej. Nie było konkretnych wskazań czasowych na to jak długo. Jest to bardzo indywidualna kwestia każdej kobiety i wiele czynników ma na nią wpływ.

Nie mniej dla mnie osobiście, oprócz oczywiście czynników zdrowotnych dla dziecka oraz rozwoju, istotne było zachowanie inwestycji w ochronę przed chorobą cywilizacyjną dla siebie samej.

W poszukiwaniu wiedzy

Początki laktacji nie należały do łatwych przy pierwszym dziecku. Natomiast przy drugim był to proces od samego początku skoncentrowany na ogromnym respekcie i szacunku do matki natury. Wrócenia korzeniami do dawnych pokoleń i plemion, gdzie karmienie piersią było naturalne oraz powszechne.

Przeczytałam kilka pozycji z literatury, które pomogły mi bardzo w zrozumieniu filozofii karmienia piersią, podtrzymania tego rytuału bliskości kontaktu matki z dzieckiem wraz z inwestycją w rozwój maleństwa.

Jedną z takich pozycji była książka Jean Liedloff pt ” W głębi Kontinuum”.

Jeszcze przed porodem szerzyłam wiedzę w tym temacie. A o tej książce dowiedziałam się z innej  pozycji – napisanej przez wokalistkę Reni Jusis pt.:” Poradnik dla zielonych rodziców – EkoMama”.

Kontakt z naturą

Byłam nastawiona pozytywnie na chustowanie dziecka i kontakt z naturą możliwie jak najczęściej. A ponieważ mieszkam w rekreacyjnej miejscowości, lasy wokół mnie i kontakt z zielenią są mi szczególnie bliskie.

Bardzo często karmiłam córeczkę na świeżym powietrzu opowiadając jej przy tym jaki piękny jest ten świat oraz dźwięki wokół nas.

Przygotowania do porodu

Jeszcze przed porodem drugiego dziecka napisałam plan porodu, który dostarczyłam lekarzowi prowadzącemu ciążę. Bardzo go poprosiłam, aby w szpitalu, gdzie planowałam rodzić były poszanowane moje prośby.

Udało mi się to zrealizować w prawie 80%, choć brakowało na oddziale doradcy laktacyjnego, który wspierałby kobiety w początkach tego procesu.

Radziłam sobie sama wraz z ogromnym wsparciem męża, który okazał mi naprawdę wiele ciepła, zrozumienia oraz troski. Wiedział, jak bardzo jest to dla mnie ważne i widział moje zaangażowanie w chęć zwiększenia możliwie jak największej wiedzy z literatury.

Polecam również wszystkim kobietom szkoły rodzenia, które również uważam za bardzo potrzebne. Przygotowują one na ten nowy etap w życiu.

Osobiście z mężem chodziłam do takiej szkoły przed narodzinami pierwszego dziecka. Natomiast przed drugim byłam już gotowa zmierzyć się z tematem bez wsparcie szkoły. Za to sporo czytałam, dzięki czemu czułam się pewnie i wiedziałam dokładnie czego chcę.

W 2013 r. szpital nie był wyposażony w odpowiedni sprzęt elektryczny do odciągania pokarmu. W pierwszych dobach po porodzie, kiedy nastąpił nawał (3-4 doba) – potrzebowałam go.

Ale mąż zorganizował dla mnie ten sprzęt i jako jedyna byłam w tamtym czasie w jego posiadaniu na oddziale. Zaopatrzył mnie również w laktator do domu, który służył mnie i córeczce bardzo długo.

Moje obawy i optymizm

Najbardziej obawiałam się bólu piersi i ewentualnego zatkania kanalika mlecznego. Lecz dzięki wiedzy, jaką już posiadałam wiedziałam, że muszę sobie z tymi przejściowymi problemami poradzić. W końcu w dawnym latach czy plemionach jakoś kobiety sobie radziły, więc dlaczego ja bym sobie nie mogła poradzić? Muszę – koniec i kropka.  

Nie dopuszczałam w ogóle do siebie myśli o odpuszczeniu czy zaprzestaniu karmienia. Nie zniechęcałam się do karmienia i nie zakładałam z góry , że nastąpi jakiś problem.

A jak wiadomo problemy od zawsze były, są i będą, ale zwykle są po to by nas czegoś nauczyć, by się z nimi zmierzyć i jeśli  tylko to możliwe to je przezwyciężyć. Czy to poprzez zmianę techniki karmienia piersią, odpowiedni (delikatny) masaż piersi, okłady z kapusty, która moim zdaniem powinna być obowiązkowo zawsze w każdej kuchni kobiety która urodziła, dopóki laktacja zostanie w pełni  unormowana.

Ja byłam właśnie tak nastawiona pozytywnie i optymistycznie, że nikt i nic nie mogło mnie złamać w tym aspekcie. A to dawało mi ogromną pewność siebie oraz wewnętrzną siłę zarówno psychiczną jak i emocjonalną.

Wsparcie rodziny

Oprócz świadomości, tak jak już wspomniałam, ogromne znaczenie ma partner – mąż. Odgrywa on istotną rolę w kontakcie po narodzinach nowego członka rodziny.

Jak każdy człowiek, który pracuje zawodowo, zdarzały się również i gorsze dni w życiu, kiedy to nie mogłam liczyć na pomoc męża. Na szczęście było ich niewiele. Również moja mama i siostra były dla mnie takim wsparciem i pomocą. Kiedy byłam w potrzebie wymiany doznań lub potrzebowałam się doradzić – mogłam na nie liczyć.

Czynniki wpływające na laktację

Jak już wspomniałam wcześniej pierwsze doby po porodzie są wybitnie istotne, ponieważ wpływają na dalsze decyzje kobiety. Czy chce i może dalej karmić swoje potomstwo? Czy nie jest w stanie podołać temu procesowi, ponieważ brak jej wsparcia ze strony najbliższych, oraz pomocy w technikach karmienia naturalnego? A to z kolei są decydujące czynniki wpływające na zakończenie tego pięknego procesu.

Pięknym i zasadnym zatem jest bytować w kręgu świadomych osób i rodziny lub chociaż – nie podcinającej skrzydeł matkom. Nie wiedzą oni co tracą, zarówno dla dziecka, jak i siebie samych. A wszelką krytykę ignorować i lekceważyć, ponieważ nie warto jest się zbędnie denerwować.

I tu pragnę  poruszyć również bardzo ważny aspekt przy zachowaniu laktacji – stres. Jest on nieunikniony w życiu każdej kobiety. Sama również go doświadczałam. Nie ukrywam, że bardzo się bałam, aby pokarmu nie stracić, ponieważ mówi się, że jest to powszechne zjawisko. Lecz pomimo trudnych dni, cały czas myślałam o dziecku. Ono bardzo mnie motywowało i dodawało skrzydeł.

Ta bliskość i więź, którą  zbudowałam z córeczką jest tylko dla nas na zawsze i nikt i nic nam jej nie odbierze. Wartość  na całe życie bezcenna.

D.