Powrót do kpi

powrót do kpi

Od zawsze moim marzeniem było mieć gromadkę zdrowych dzieci karmionych przeze mnie piersią tak długo, jak się tylko da. Jednak trochę mnie to przerażało. Nie wyobrażałam sobie karmić dziecka gdzieś indziej niż w zaciszu domu, gdzie nikt mnie nie widzi.  Rzeczywistość okazała się zupełnie różna od moich planów.

Kruszynka przychodzi na świat

Kruszynka przyszła na świat tydzień po planowanym porodzie. Okazało się, że nasza Kruszynka nie jest wcale taka drobna jak myśleliśmy. Ważyła ponad 4 kg! Poród przebiegł sprawnie. Gdy dostałam ją na ręce, musiałam poprosić położną, aby pomogła mi nakarmić córeczkę. Mała nie chciała nawet wziąć do buzi mojej piersi, odwracała główkę, płakała. Stwierdzono, że pewnie mała jeszcze nie zgłodniała. I tak szczęśliwa trafiłam do mojego pokoju szpitalnego ok. godz 17.

Trudny start i wiele opinii

I wtedy wszystko się zaczęło.  Kruszynka ładnie spała, a gdy budziła się próbowałam przystawić ją do piersi. Niestety z tym samym skutkiem co poprzednio. Prosiłam o pomoc pielęgniarki, które co chwilę próbowały mi pomóc wciskając małej na siłę do buzi moją pierś. Nie wiedziałam co jest nie tak. Nie miałam niestety takiej możliwości, by zasięgnąć pomocy doradcy laktacyjnego. Natomiast pomoc niosło mi chyba pół personelu z oddziału i każdy ze swoją opinią co do mojej sytuacji. Jedni twierdzili, że to moje brodawki mają nieodpowiedni kształt dlatego mała nie może uchwycić piersi. Inni twierdzili, że chyba mam zbyt mało mleka, a dziecko jest uparte i nie chce ciągnąć. A ja byłam tym tak zmęczona, że każdy argument wydawał mi się możliwy.

Pomocna pielęgniarka

A potem przyszła noc i pomocy znikąd. Mała przepłakała pół nocy z przerwami na spanie, gdy się zmęczyła. W końcu około 4 w nocy przyszła do mnie pielęgniarka, dzięki której jakoś przeżyłam pobyt w szpitalu. Nakarmiła moją córkę mieszanką i wzięła ją na 4 godzinki, żebym mogła się przespać i odpocząć choć trochę.

Krople łez i mleka

Kolejny dzień znów usłany był płaczem i walką. Mała odtrącała cyca, a mnie kazano stymulować pierś, aby popłynęło mleko. I tak przez kolejne dwa dni musiałam prosić o mieszankę dla małej z płaczem bo przecież tak chciałam karmić piersią, ale przecież moja Kruszyna nie może być głodna. W tym czasie skoczyła jej bilirubina, co jeszcze bardziej mnie dobiło. Potem już tylko płakałam. Nie mogłam patrzeć jak moja mała płacze leżąc w inkubatorze. Serce mi pękało, gdy musiałam ją tam wkładać i zasłaniać jej oczy. Ciągle siedziałam przy inkubatorze, z laktatorem przy piersi. Płynęły już jakieś pojedyncze  krople, ale nie tyle żeby nakarmić dziecko.

Wtedy chciałam już tylko wrócić do domu. Czułam się okropnie. Myślałam tylko o tym, że poległam na całej linii, bo nie mogę nakarmić własnego dziecka. W dodatku nie mogłam liczyć na męża, który jako kierowca zawodowy wyjechał w delegację dzień po moim porodzie.

Wsparcie i walka o mleko

Na szczęście była przy mnie moja mama, która razem z koleżanką z mojej sali bardzo mnie wspierały. Pamiętam, jak ta powiedziała mi: „Walcz o to mleko. Zobaczysz – będzie dobrze, walcz.”

W końcu popłynęło więcej mleka. Było to dzień przed naszym wyjściem ze szpitala. Ucieszyłam się, że chociaż tak mogę nakarmić małą. Jednak strasznie męczyło mnie to ściąganie, tym bardziej, że Kruszynka z dnia na dzień chciała więcej mleka.

Karmienie mieszane

Parę razy podałam jej butelkę mieszanki, bo nie miałam wystarczająco dużo odciągniętego mleka, a ona chciała jeść już. Nieraz nie słyszałam przez sen jak córka płacze. Przez kolejne dni czułam się jak wrak człowieka. Jeszcze do tego, gdy mała miała 3 tygodnie przeprowadzaliśmy się od teściów.

Dobijało mnie to, że ciągle jestem cała mokra od mojego mleka, a bezdzietne koleżanki na siłę chciały mnie namawiać na spotkania nie rozumiejąc mojego stanu. Często byłam sama, bo mąż wyjeżdżał od poniedziałku do piątku. Nieraz wolałam podać małej mieszankę niż ściągnąć mleko, bo nie wyrabiałam się. Zwaliły się na mnie nowe obowiązki związane z domem i dzieckiem.

Nienawiść i nadzieja

W końcu ściągałam tylko dwa, a czasem trzy razy dziennie po około 40 ml wówczas, gdy mała piła 6 razy w ciągu dnia po około 90 ml. Nienawidziłam zasiadać do laktatora, nienawidziłam laktatora. W czasie, gdy mogłabym tulić moje dziecko, musiałam siedzieć przy nim.

Gdy Kruszyna miała prawie 3 miesiące zepsuł mi się laktator, uznałam to za cichy znak, żeby skończyć z „dojeniem”. Choć z drugiej strony wiedziałam, że dzięki laktatorowi mogłam choć trochę spełnić moje marzenie jakim było karmienie dziecka moim mlekiem. No i dałam sobie z tym spokój.

Olśnienie

Po kilkunastu dniach oglądając jakiś film o macierzyństwie (w sumie nie pamiętam jaki) stwierdziłam, że byłam okropnie głupia, że nie przyłożyłam się do ściągania. Zdałam sobie sprawę, że mnóstwo kobiet tak karmi swoje dzieci miesiącami – również moja znajoma. Odkryłam stronę mlekiemmamy.org i czytałam historie innych mam. Stwierdziłam, że muszę i chcę znów ściągać.

Okazało się, że mam jeszcze jakieś kropelki mleka w piersiach, więc nic nie jest jeszcze stracone. Kolejnego dnia pełna optymizmu stwierdziłam, że muszę kupić nową „dojarkę” i zacząć przygodę na nowo, gdy tu nagle dzwonią do mnie z apteki, że mój laktator wrócił z reklamacji i mogę go odebrać.

Tego dnia zaczęłam wszystko na nowo. Kupiłam Femaltiker i równo co 3 godziny zasiadałam do sesji. W ten sposób po nieco ponad miesiącu powstała moja pierwsza mrożonka, a Kruszynka dostawała już tylko moje mleczko. Byłam szczęśliwa jak nigdy. To był mój mały sukces.

Ściąganie można polubić

Aktualnie moje maleństwo lada dzień kończy pół roku, a ja wytrwale ściągam. W mojej zamrażalce mam już około 7 litrów mrożonek.

W sumie polubiłam to moje ściąganie. Weszło mi w nawyk. Nawet w plenerze i cały dzień poza domem daję radę.

Jestem strasznie z siebie dumna, ponieważ gdy postanowiłam ściągać na nowo, to wszyscy wokół (poza moim mężem na szczęście) uważali, że niepotrzebnie się męczę. Po co wracać do tego jak już skończyłam, że mam dać sobie spokój, że nie warto męczyć się z tymi kilkoma kroplami (tak mówili na początku).

Chciałam podzielić się moją historią, aby pokazać Wam, że wszystko się da, tylko trzeba zacisnąć zęby i walczyć. Ściąganie nie jest takie złe. Szybko wchodzi w nawyk. Tylko z początku jest ciężko, zwłaszcza nocą…

Paula

Fundacja "Mlekiem Mamy" wspiera w karmieniu naturalnym. Jeżeli karmienie piersią okazuje się niemożliwe, pokazujemy, że można karmić piersią inaczej (KPI), tj. odciągniętym mlekiem i podawać je w inny sposób. Edukujemy w zakresie tzw. świadomego rodzicielstwa i zdrowego stylu życia już od pierwszych chwil dziecka. Prowadzimy również działalność odpłatną w zakresie wsparcia okołoporodowego.