Matka Polka Pielęgniarka

Odkąd pamiętam zmagałam się z nieregularnymi miesiączkami. Kiedy w wieku 19 lat wybrałam się na studia medyczne, bliżej zabrałam się za ten temat. Chodziłam od lekarza do lekarza wciąż bez postawionej diagnozy. W końcu odkryto u mnie zespół policystycznych jajników, dwurożność macicy i niedrożność całkowitą jednego jajowodu. Z tego powodu leczyłam się ok. 5 lat. Na zmiennie lekami „na ciążę” i antykoncepcją.

Kiedy straciłam ostatnią nadzieję na zajście w ciążę i odstawiłam wszelkie leki, poznałam mojego przyszłego męża. On uleczył mnie bardzo szybko.

Trudne początki

W ciążę zaszłam 20.01.2015 r. Od pierwszych dni byłam na zwolnieniu lekarskim, pod stałą kontrolą lekarza ginekologa i na lekach podtrzymujących ciążę. Przeżyłam krwawienia, stawianie się macicy i przedwczesne skurcze.

Do szpitala zostałam przyjęta w 41 tc bez żadnych oznak porodu. Według USG miałam zwapnione łożysko, małowodzie i dziecko ok. 4 kg bez miejsca do swawoli. Po 3 nieudanych indukcjach porodu zaplanowano CC (poród przez cesarskie cięcie) na 11.11.2015 r. (42tc+1). Na moje szczęście w przeddzień zabiegu trafiłam na położną anioła, która swoim masażem szyjki macicy przyczyniła się do powstania rozwarcia i skurczy, a następnie porodu naturalnego.

Laktator na „wszelki wypadek”

10.11.2015 r. (42tc) o godzinie 5:25 przyszła na świat nasza córeczka M. 10 stopni w skali Apgar, 59 cm długości i 4.180g szczęścia. Oboje z mężem szykowaliśmy się na ten dzień bardzo skrupulatnie. W swojej „wyprawce” do szpitala miałam schowany laktator ręczny na „wszelki wypadek”. Gdy pojawiła się przy nas nasza córeczka, od pierwszych chwil przystawiałam ją do piersi. Niestety nieefektywnie. Jej małe usteczka i prawdopodobnie krótkie wędzidełko nie poradziło sobie z moim nawałem. Dodatkowo w wyniku jej „przeterminowania”  wysoki poziom bilirubiny sprawił, że leżała całe dnie pod lampami na naświetlaniu.

Wiedziałam, że nasz czas na karmienie był mocno ograniczony, ale chciałam walczyć. Ja – świadoma dobroci karmienia piersią matka – wzięłam do ręki laktator i zaczęłam z nim randkować. Przez pierwsze dni maleńka była dokarmiana MM. Początkowo mlekiem Bebiko, które niestety źle wpływało na jej brzuszek, później Hipp Bio Combiotic.

Dnia trzeciego przyszedł nawał. Ogromne piersi, ból i gorączka. Po podaniu ibuprofenu i gorącym prysznicu problem zaczął mijać, a z piersi popłynęła rzeka mleka. W 6. dobie moja córka zaczęła przybierać na wadze jedząc z butelki moje mleko, dzięki czemu wypuszczono nas do domu.

Matka  Polka, pielęgniarka i jej smutek

Niestety przyzwyczajenie do butelki zrobiło swoje. Każde przystawienie do piersi kończyło się płaczem córki i moim. Maleńka w wyniku głodu gryzła moje sutki zamiast ciągnąć z nich mleczko. Odpuściłam…

Lekko się załamałam i obwiniałam, że ja – matka Polka, pielęgniarka – nie umiem karmić piersią. Dodatkowo w 3 tygodniu życia u naszej córeczki lekarz ortopeda stwierdził dysplazję bioderek i zalecił noszenie ortez ortopedycznych 24 godziny/dobę. Jak się domyślacie to dodatkowo nie pomagało w przystawieniu małej i potęgowało smutek.

Wspierający mąż

Bardzo pomógł mi wtedy mój mąż. Początkowo pożyczył od znajomej laktator Lovi Prolactis, by pomóc w moim ręcznym ściąganiu. Sam wstawał do dziecka w nocy, bym ja miała czas na produkcję mleka. Niestety koleżanka nie chciała odsprzedać nam swojej pompki i zaczęliśmy poszukiwania nowej.

Dzięki Facebookowej grupie Mam Karmiących Piersią Inaczej usłyszałam o laktatorze Tufi Spectra 9+. Mimo dość wysokiej ceny, mąż nie wahał się ani chwili i zamówił go dla nas. Laktatora Spectra używam od grudnia 2015. Dzięki niemu uregulowałam swoją laktację na poziomie wystarczającym dla mojego dziecka. Oboje byliśmy z mężem szczęśliwi, że wspólnymi siłami karmimy piersią, ale to nie koniec mojej historii.

Mamka rodzi się z przyjaźni

Dnia 17.12.2015 r. na świat przyszła inna kruszyna – W., której historię opisze jej dzielna Mama Joanna. Z Asią byłyśmy sąsiadkami w naszym rodzinnym mieście. Po ukończeniu szkół średnich nasze drogi rozeszły się, a kontakt powrócił od dnia zajścia nas obu w ciążę. Całe 9 miesięcy obie się wspierałyśmy, czego nie mogło zabraknąć i po porodzie…

Pierwszą mrożonkę swojego mleka ofiarowałam Asi jeszcze gdy była z W. w szpitalu. Niestety według procedur szpitalnych moje nieprzebadane mleko nie mogło zostać podane dziecku (szerzej o tym zapewne napisze Asia). Po dłuższej rozmowie z mężem, postanowiliśmy wspomóc naszym mlekiem jej dzieciątko.

Laktację zwiększałam stopniowo od połowy 01.2016. Zwiększyłam ilość ściągań, często powtarzałam Power Pumping, piłam Femaltiker i inne herbatki laktacyjne. Udało się podwoić mój dzienny mililitraż i tak oto zostałam mamką dla W.

Mijały kolejne dni, tygodnie, miesiące na KPI (karmieniu piersią inaczej). Moja córeczka miała zawsze świeżo ściągnięte mleczko do wypicia, a nadmiar szedł do mrożenia dla jej mlecznej siostry. Dzięki wsparciu męża, Asi i grupy na Facebooku przyzwyczaiłam się do takiego sposobu karmienia i nawet go polubiłam.

Problemy dziecka

W wyniku leczenia ortopedycznego, moja córeczka niestety zaczynała mieć pewne braki ruchowe. Wybraliśmy się do neurologopedy. Jakież było moje rozgoryczenie, gdy okazało się, że to nie krótkie wędzidełko odpowiedzialne jest za naszą porażkę laktacyjną, a zmniejszone napięcie mięśniowe u mojej córki. W opinii neurologopedy to mogło być przyczyną braku akcji porodowej, niemocy do wyjścia przez kanał rodny, wielkiego zmęczenia po porodzie i kąsania przy piersi.

Moje dzieciątko nie miało siły ssać mojej piersi, a ja obwiniałam swoją nieporadność. Co gorsze, można było temu przeciwdziałać od pierwszych dni, niestety żaden lekarz pediatra ani w szpitalu ani w POZ nie zauważył tego problemu.

To co najlepsze – twoje mleko

Podsumowując: nieświadoma „ułomności” swojego dziecka instynktownie chwyciłam za laktator. Nikomu nie życzę takiej metody karmienia. Wymaga ona wielkiego poświęcenia, samodyscypliny w godzinach odciągań i dbaniu o własne piersi. Nie jest to metoda akceptowalna w społeczeństwie i ciągły nawał pytań potrafi człowieka dobić. Jednak, jeśli nie masz innego wyjścia, jesteś mamą wcześniaka lub malucha z inną chorobą (np. rozszczep) błagam – chwyć za laktator i daj maleństwu to co najlepsze – twoje mleko.

Męskim okiem

Ja – mąż Gosi i ojciec M. – jestem szczęśliwy, że los związał moją żonę z laktatorem. Wiem, wiem karmienie piersią jest najlepsze, najfajniejsze i w ogóle och i ach… Jednak podczas tego tradycyjnego procesu karmienia, ojciec dziecka może nie nawiązać z nim tak bogatej więzi.  Często matki uważają, że zrobią wszystko najlepiej i przez to nie dopuszczają ojca do opieki.

Karmienie za pomocą laktatora pozwala na podanie pokarmu przeze mnie w czasie, gdy mama odciąga mleko na kolejną porcję. Dzięki temu czynnie uczestniczę w podstawowej opiece nad dzieckiem, co jest jedną z najlepszych rzeczy na świecie.

Drugim aspektem randkowania z laktatorem jest możliwość mrożenia nadwyżek mleka oraz obdarowywanie nim potrzebujących. Ja jako honorowy dawca krwi, nie miałem żadnych wątpliwości. Gdy żona zapytała czy możemy przekazać mleko W. – ucieszyłem się, że możemy pomóc.

Gosia 

Fundacja "Mlekiem Mamy" wspiera w karmieniu naturalnym. Jeżeli karmienie piersią okazuje się niemożliwe, pokazujemy, że można karmić piersią inaczej (KPI), tj. odciągniętym mlekiem i podawać je w inny sposób. Edukujemy w zakresie tzw. świadomego rodzicielstwa i zdrowego stylu życia już od pierwszych chwil dziecka. Prowadzimy również działalność odpłatną w zakresie wsparcia okołoporodowego.