Dzień mamy KPI na uczelni

Bycie mamą to wielka praca i dużo obowiązków. Dodatkowo przy karmieniu piersią inaczej każda minuta doby jest na wagę złota. Dla mnie szczególnie – przez sporą część dnia jestem jeszcze dzienną studentką filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Ale nie słyszałaś że każda z nas jest ekspertem od zarządzania czasem, którego zawsze za mało? Zaraz się o tym przekonasz.

Codzienność studentki

Pobudka

Swój dzień zaczynam dość wcześnie, bo przed godziną 6. Ale nie, nie myśl sobie że to dlatego żeby móc zrelaksować się w wannie przed pobudką domowników czy aby perfekcyjnie ułożyć swoją fryzurę  (która, swoją drogą, tęskni za fryzjerem). Wstaję, bo moje własne, mleczne piersi mówią „Partycja, zajmij się już nami. Inaczej nie będziemy współpracować i nie wydusisz z nas ani kropli mleka. Albo zrobimy inaczej – zanim zdążysz dojść do laktatora, zaczniemy przeciekać i stracisz cenne mililitry!” Słuchaj – gdy one tak mi grożą, to ja naprawdę wstanę godzinę wcześniej, by poświęcić im trochę czasu. Więc pierwsze 30 minut po przebudzeniu należy tylko do mnie i mojego elektrycznego, podwójnego laktatora.

Poranne przygotowania

Po takiej porannej randce przychodzi czas na tulenie z moją 7 miesięczną córeczką Tośką. Mamy kilka cennych minut na rzeczy, których z racji mojego studiowania mamy za mało – zabawy ulubionymi maskotkami, ćwiczenia (Tosi, nie moje), śpiewanie piosenek (każda po swojemu). W między czasie szybkie gotowanie wody (butelka dla małej i duży kubek herbaty dla mnie), gryz kanapki. Potem Tośkę przejmuje tato, a ja mam 20 minut na prysznic, suszenie włosów i makijaż. Wiesz, to taki maraton, żeby doprowadzić się do porządku po średnio przespanej nocy i choć trochę upodobnić do człowieka. O zgrozo – już 7.30, więc pozostało niewiele czasu do wyjścia. Muszę jeszcze spakować córkę i siebie i oddelegować młodość do prababci.

Wspaniała babcia

2016-05-29 04.16.34 1-2-1

Droga do mojej wspaniałej babci trwa na szczęście tylko 5 minut, więc chwila i o 8 już jesteśmy. Babcia Julia zna ciężki chleb, jakim jest kpi i wiele obowiązków, które trzeba połączyć. Z tego też powodu przejmuje Tosię, a ja mam czas na kolejną sesję z laktatorem. Potem szybka zabawa, sprawdzenie, czy zapas mleka wystarczający i biegiem do metra i na zajęcia – już po 9.00.

Wsparcie dla studentki

Pokój do ściągania

Jak się domyślasz, moja torba wcale nie jest wypchana ciężkimi tomami autorstwa Arystotelesa czy Kanta, a butelkami z mlekiem czy innymi akcesoriami laktatora. Czas na uczelni liczę od przerwy do przerwy. Dzięki uprzejmości dziekana (bardzo pro studenckiego) mam udostępniony pokój do odciągania mleka. Jest tam rozkładany narożnik (na okoliczność szybkiej drzemki – przyda się podczas ząbkowania), stolik z krzesłami, barek z różnymi herbatami (żadnych procentów, ku swojemu rozczarowaniu, nie znalazłam) i czajnikiem oraz moja prywatna łazienka. Powiem tyle – brakuje mi tam tylko kelnera, który podawałby przystawki. Ilość takich posiedzeń w moim apartamencie uzależniona jest od ilości zajęć w ciągu dnia, zawsze jednak przypadają równo co 2 godziny (ponieważ co dwie godziny odciągam mleko, czy to na uczelni, czy w domu).

Powrót do domu

Zajęcia zwykle kończę między 15.00 a 17.00 – żadnych nie omijam, dzięki czemu mam jedną z lepszych frekwencji na roku (nie chwaląc się, oceny też nie są złe i planuję pisać doktorat). Te kilka godzin dłuży się niemiłosiernie, tęsknota za dzieckiem robi swoje (a najbardziej odczuwają to moje wkładki laktacyjne). Do domu rodzinnego lecę na złamanie karku, więc mija raptem 20 minut i już trzymam w objęciach cały swój świat. Po wielkiej dawce miłości robię kilka rzeczy na raz – podłączam się do laktatora, jem obiad jedną ręką, drugą zabawiam Tosię, opowiadam jej swój dzień. Ona oczywiście odpowiada i sprawdza czy wszystkie kabelki w laktatorze działają. Do 18.00 jesteśmy u babci, potem zbieramy cały majdan i wracamy do naszego mieszkania.

Nocne sesje

Od 19.00 mam wolne, ponieważ Tosia punktualnie zasypia o tej porze każdego dnia (chociaż przyznam, że lubię te dni, gdy zasypia nawet o 22.00, bo to oznacza kilka dodatkowych godzin razem). Mam więc równo 4 godziny na ugotowanie obiadu na następny dzień, wstawienia prania i wyprasowania już wyschniętego. Jeszcze tylko odkurzanie i zmycie naczyń i mam czas na naukę. Ach, myślałaś że zapomniałam o odciąganiu? Nic bardziej mylnego – wieczorami odciągam co godzinę lub półtorej. Przedostatnie spotkanie przypada na 23.00, potem kładę się do łóżka. Nieprzerwany sen do 6? Nie ma tak dobrze – jest nocne odciąganie o 3.00, które wykorzystuję na czytanie lektur na zajęcia. Nowa doba – dzień dobry i dobranoc – do zobaczenia o 6.00. Zaczynam kolejną walkę z uciekającym czasem.

Podsumowanie

Ilość odciągnięć – 10-12.

Przespane godziny – 4-6.

Ilość czasu spędzonego na uczelni – za dużo.

Ilość czasu spędzonego z córką – zawsze za mało.

Satysfakcja i duma z siebie – bezcenna.

Patrycja Lis, młoda mama Antoniny, karmiąca piersią inaczej.

Obrazek wyróżniający: zdjęcie z archiwum prywatnego przekazane Fundacji Mlekiem Mamy.

Fundacja "Mlekiem Mamy" wspiera w karmieniu naturalnym. Jeżeli karmienie piersią okazuje się niemożliwe, pokazujemy, że można karmić piersią inaczej (KPI), tj. odciągniętym mlekiem i podawać je w inny sposób. Edukujemy w zakresie tzw. świadomego rodzicielstwa i zdrowego stylu życia już od pierwszych chwil dziecka. Prowadzimy również działalność odpłatną w zakresie wsparcia okołoporodowego.