Mój syn to Mały Wielki Fajter!

HISTORIE MAM

Mój synek urodził się szybko, o czasie i bez znieczulenia. Niestety wiotki, za co dostał nie 10 punktów, a 9… Z wrodzonym zapaleniem płuc.

Zachłyśnięcie…

Nie miałam synka długo przy sobie… Tylko przez pierwszą noc. Już od 1. doby miał problemy ze ssaniem, mimo moich samodzielnych prób. A już od drugiej doby został mi zabrany na OIOM noworodkowy. Pojawiły się pierwsze problemy i diagnozy. Nagle gorączka i punkcja. Stwierdzono sepsę. Antybiotyk. I walka o życie. Potem już tylko cieplarka, sondy, tlen i mleko podawane butelką. Mleko, którego miałam bardzo mało, a ściąganie trwało wieki. Położne przystawiały go do butli, a on tak bardzo się męczył, nie mógł oddychać, bladł przy ssaniu. Pamiętam mało pomocne, niewspierające położne i pielęgniarki noworodkowe, które naciskały na mnie, że mam ściągać pokarm. Jakby nie docierało do nich, że ja naprawdę mam problem, że potrzebuję pomocy. Panie pielęgniarki naskakiwały na mnie, jednak pomocy z ich strony nie miałam żadnej, tylko rozkazy. Wciąż byłam pod ogromną presją i nie miałam pokarmu z powodu zbyt dużej ilości łez. Wielki stres, jaki wtedy mi towarzyszył, był już nie tylko z powodu Zespołu Downa, który po cichu lekarze podejrzewali, ale też strachu o tę moją kruszynę. Było coraz gorzej.

Nie tak to powinno wyglądać przy pierwszym oczekiwanym bobasie, który według badań USG miał być zdrowy.

Mam wrażenie, że w tym szpitalu (renomowanym szpitalu) miały z zasady rodzić się same zdrowe i bezproblemowe dzieci.

Próbowałam

Nie miałam wsparcia na oddziale, w szpitalu. Odciąganie mleka zajmowało mi 2 godziny i tylko 30 ml… masakra. Ale choć tyle chciałam zrobić dla mojej biduli. Synek bardzo się męczył podczas karmienia butelką. Po 2-3 dniach prób karmienia butelką ze smoczkiem dziecku nałożono sondę. Po tygodniu wykryto dodatkowo wadę serca – na szczęście tylko niedomknięty Botal. Dlatego tak bardzo się męczył przy ssaniu i butelce. Potem na sygnale zawieźli go do Centrum Zdrowia Dziecka. Tam była operacja serca i znowu sonda, ale już nie na moim mleku, lecz modyfikowanym. I tak zostało. 🙁

Powrót do domu

Wyszliśmy ze szpitala, kiedy synek miał 6 tygodni, więc było za późno na uczenie karmienia piersią… Wtedy tak myślałam. Może pokarm by i wrócił. Nie wiem. Nie było wtedy koło mnie doświadczonej osoby, która by mnie w tej kwestii wsparła… Tak czasami bywa, że nie można doświadczyć uczucia karmienia piersią, choćby nie wiem jak się tego pragnęło. I miałam taki zamiar, aby swoje dziecko karmić jak najdłużej… Niestety, nie było mi to dane. Nie doświadczyłam karmienia piersią i jest mi z tym bardzo źle… Wiem jedno – oddałabym wszystko, aby poczuć, jak to jest karmić dziecko piersią.

W tych trudnych – dla mnie, dla nas – chwilach, największym wsparciem był Tata Szymka. Zdał egzamin na Tatę w 100% 😉 Jest Najlepszym Tatą w galaktyce!

Ps. Historia może wydawać się smutną, ale taką nie jest, ponieważ razem z nami jest nasz waleczny syn. Mój Syn to Mały Wielki Fajter. 😉 Wygrał z tym wszystkim, co mu los dał w pakiecie na start. I jest on moim największym szczęściem.

Ania – mama Szymona z ZD