Wyznanie

HISTORIE MAM

Oto moje wyznanie. Mam na imię Aleksandra i jestem mamą miesięcznej Natalki. Nasza historia karmienia jest dosyć ciekawa, dlatego chciałabym się nią podzielić i przy okazji wesprzeć mamy mające pod górkę z karmieniem.

Trudny początek

Córka urodziła się w 36+5 przez CC. Poród był szybki i niespodziewany, a maluszek dostał zapalenia płuc. Malutka wyszła z choroby bez szwanku ale na ITN spędziła 2,5 tygodnia. Bardzo to przeżywałam jednak dzielnie co 3 h dzień w dzień ściągałam mleko laktatorem, mroziłam i woziłam córce w lodówce turystycznej.

Wiem że parę razy podali jej mleko modyfikowane natomiast nie na tyle by zaburzyć smak mojego. Później już byłam uparta, sztuczne mleko to byłaby dla mnie największa macierzyńska porażka.

Od żołądka do KPI

Natalia najpierw dostawała pokarm prosto do żołądka później przez sondę następnie czekała ją nauka picia z butelki.

Na pierś nie było póki co szans, bo czas odwiedzin na tym oddziale był bardzo ograniczony. Tylko od godz. 12 do godz. 15, więc czym jest jedno karmienie piersią w perspektywie dwunastu karmień butelką?

Schody

Stwierdziłam będziemy w domu to się nauczymy. I tu zaczęły się schody… Córka za Chiny Ludowe nie chciała chwycić piersi. Była przyzwyczajona do buteleczki, więc zostałam mamą KPI. Wytrzymałam tak 5 dni. Ciągłe wyparzanie butelki, mycie tego wszystkiego, odciąganie mleka dziecku, które płacze, bo nie potrafię jej podać piersi…

Mało tego – ciągła krytyka o mój sposób karmienia. Że KPI nie jest wygodne, mało praktyczne, dużo z tym roboty. Męczyło mnie to na tyle, że stwierdziłam, iż muszę karmić piersią.

Krew, pot i łzy

Wezwałam położną. Ona przystawiła mi dziecko do piersi i zadziała się magia. Owszem, mała zjadła, ale położna poszła, a ja zostałam sama. I nie potrafiłam jej nakarmić. Uległam i dałam butelkę. Tragedia – krew, pot i łzy.

Następny dzień to znowu walka, ale tym razem byłam sprytniejsza i skorzystałam z kapturków do karmienia. Drogie mamy bardzo Wam polecam kapturki jako tymczasowe rozwiązanie przy przechodzeniu z butelki na pierś. Podkreślam – TYMCZASOWE. Ja karmiłam w nich przez tydzień i zaczęły mnie denerwować. I nie uwierzycie, ale przeszłyśmy na gołą pierś. Stało się to jakoś mechanicznie. Mimo to bez drobnych walk się nie obeszło, bo maluszek miał problem z uchwyceniem brodawki.

Najpiękniejszy moment

Teraz karmimy się tylko i wyłącznie piersią i jest cudownie. Kocham moment karmienia. Zbudowałyśmy dzięki temu z córką cudowną więź.

Mamy nie poddawajcie się i zawsze walczcie do końca o karmienie piersią. To najpiękniejszy moment w macierzyństwie! 

Aleksandra