Warto prosić o pomoc

HISTORIE MAM

Chciałam opowiedzieć moją historię karmienia, o tym, że warto prosić o pomoc.

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, jakoś nie mogłam sobie wyobrazić karmienia piersią. Najpierw myślałam, że w ogóle nie będę karmić, potem, że podam dziecku swoje odciągnięte mleko. W końcu przeczytałam książkę ,,Warto karmić piersią” i cała nastawiłam się na karmienie piersią.

Już w ciąży nosiłam wkładki laktacyjne, ponieważ mleko płynęło strumieniami. Powtarzałam sobie, że karmienie jest w głowie i, że najważniejsze jest to pierwsze karmienie, od razu po porodzie.

Głosy z tyłu głowy

Urodziłam synka w listopadzie przez cc (mam poważny problem z kręgosłupem). Miałam znieczulenie ogólne i przez pierwszą godzinę maleństwo kangurował mój mąż. Potem dostałam go na sali pooperacyjnej, spędziliśmy razem trzy godziny w kontakcie skóra do skóry.

Przez cały pobyt w szpitalu mały strasznie płakał. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Położne sprawdzały jak się przystawia, sprawdzały czy jest mleko i nie widziały problemu. Ja miałam cały czas z tyłu głowy myśl, że gdyby było wszystko ok, to moje dziecko byłoby spokojne. Postanowiłam, że dam mu moje odciągnięte mleko. Siedziałam z laktatorem kilkanaście minut, aż w końcu, po ściance spłynęła kropla mleka, a ja zaczęłam płakać, bo nie wiedziałam już co robić. Tę kropelkę podałam synkowi.

Co robię nie tak?

Wyszłam ze szpitala trzeciego dnia po cc. Mały z żółtaczką. Przysypiał podczas karmienia, przy przystawianiu rzucał się, kopał, odpychał. Płakałam, kiedy miałam go karmić. Piersi miałam poranione, na jednej pojawił się wielki bąbel. Karmienie bolało okropnie, aż zaciskałam zęby.

Szukałam informacji w Internecie, książkach, ale nie miałam pojęcia co robię nie tak. Zaczęły się rodzinne porady: nie męcz się, po co ci to, itp. Ale zawzięłam się i chciałam, żeby się udało.

Wspierający brat

W końcu mój brat podesłał mi numer do doradczyni laktacyjnej. Jego żona urodziła miesiąc przede mną i kilkakrotnie korzystali już z porad CDL. Kiedy przyjechała, poczułam jak z serca spada mi ogromny ciężar. Przede wszystkim stwierdziła, że mam nawał pokarmu. Pokazała jak ściągać mleko laktatorem (przy niej ściągnęłam 100 ml) i powiedziała, że nie wyjdzie z naszego domu, dopóki nam nie pomoże. Obejrzała buzię syna, zobaczyła, jak go przystawiam i od razu zmieniła naszą pozycję do karmienia.

Niestety okazało się też, że mały przybrał na wadze tylko 20 g przez sześć dni, więc mieliśmy go dokarmiać moim mlekiem (moja pierwsza myśl: przez sześć dni głodziłam dziecko). Najważniejsze było to, że poczułam ogromne wsparcie psychiczne. Usłyszałam, że jestem stworzona do karmienia, że pięknie mi idzie, że cudownie jest widzieć tyle mleka… Na zakończenie naszego spotkania poczułam, jakbym rozmawiała z przyjaciółką.

Działanie według planu

Od tamtej pory podczas karmienia zbierałam mleko do muszli laktacyjnych, potem siedziałam z laktatorem  ściągając metodą 7-5-3 (minut), a mąż karmił dziecko strzykawką. W trakcie była kontrola wagi co kilka dni.

Od razu zauważyłam poprawę. Ból się zmniejszył, bąbel zaleczył. Syn po karmieniu miał taką okrąglutką, spokojną twarzyczkę. Skończyła się walka przy przystawianiu.

Od tamtej pory miesiąc karmiłam moim mlekiem i strzykawką. Syn stopniowo przybierał na wadze coraz lepiej, aż wskoczył na 90 centyl.

Warto prosić o pomoc

Teraz syn ma już dziewięć miesięcy. Przez ten czas była jeszcze jedna korekta pozycji do karmienia, zatkany kanalik, moja i synka choroba, wiele emocji (depresja poporodowa), ale wyszliśmy z tego obronną ręką. Mały uwielbia karmienie i ja też to kocham. Zaczyna sam szukać piersi pod bluzką, zagląda, głaszcze i przytula się do piersi.

Karmienie pomaga przy złym samopoczuciu, kiepskim humorze, ułatwia zasypianie i ogólnie jest lekiem na całe zło. To taka nasza chwila, której nikt nam nie zabierze. Chcę karmić do samoodstawienia i cieszę się z każdego dnia naszej mlecznej drogi.

Początki są ciężkie, bolesne, ale warto zacisnąć zęby i próbować. Warto prosić o pomoc.

Agnieszka B.