KPI to mój kompromis

HISTORIE MAM

Dlaczego KPI jest moim kompromisem? Długo się zbierałam, żeby napisać swoją historię. Ciężko to z siebie wyrzucić. Moja historia zaczyna się jak większość.

Upragniona ciąża i plany

Zaszłam w upragnioną ciążę i wiedziałam, że chcę karmić piersią. Czytałam blogi, książki, wpisy na forum. Ale zawsze wydawało mi się że to takie naturalne, intuicyjne. Proste… Jakoś wzmianki o kryzysie, problemach z karmieniem piersią do mnie nie docierały. Przecież wszyscy karmią!

Ciążę przechodziłam bardzo kiepsko. Z aktywnej, żywej osoby stałam się wiecznie wymiotującą, zamkniętą w domu przez mdłości i zapachy, utuczoną i smutną malkontentką. Pod koniec ciąży troszkę odżyłam mimo nowych dolegliwości (przeszłam wszystkie możliwe dolegliwości ciążowe, serio!). Z entuzjazmem czekałam na kontakt skóra do skóry, na pierwsze KP…

Piękny poród

Dzień porodu przypadł idealnie w dzień terminu z OM. Noc, skurcze co 2 minuty. Szpital. Poród SN (siłami natury), szybki ale bardzo bolesny. Wszystko szło za szybko i musiałam zatrzymywać skurcze. Prawie niewykonalne. Ale mimo to było pięknie, intymnie. Ja i mąż i ten moment, kiedy moja śliczna maleńka córeczka pojawia się na moim brzuszku… I to koniec radości.

Ogromna pustka i żal

Mimo braku jakichkolwiek komplikacji zabrali mi ją po 30 sekundach… do badania. Nie było kangurowania, nie było 2 godzin kontaktu skóra do skóry. Wciąż odczuwam ogromny brak i pustkę.. I żal, że mi to odebrano. Żal do siebie, że nie miałam sił o to zawalczyć. Żal do męża, że nie zawalczył za mnie.

Pęknięte serce

Córkę dostałam już ubrana i w jakimś kocu po ponad godzinie. Położono mi ją obok mnie. Był jeden wielki wrzask. Cyca nie złapała. Nikt mi nie pomógł, nie pokazał jak. Zabrali ją, a ja usłyszałam, że mam płaskie brodawki i karmić nie będę. Pękło mi serce.

Szpitalne karmienie

Na oddziale, jak już mi przeprowadzili maleńką, kazali założyć nakładki. Nikt nie pokazał jak. Nie powiedzieli, że są źle dobrane. Dostawali mi wrzeszczące dziecko do piersi zamiast pokazać jak to zrobić. Nikt nie sprawdził wędzidełka ani ssania. Prosiłam o pomoc, to kazali ją zostawić na 12 godzin bez dostawiania. Mówili, że nie mam mleka, a ja płakałam i mówiłam, że mam na pewno. Że mała potrzebuje teraz kropelki. Ale, że mam…

Nikt nie podpowiedział o laktatorze. Wręcz odradzali, jak sugerowałam. Potem wjechało mleko modyfikowane. W butli, bo mała była głodna.

Pokarm pojawił się sam. Tryskał mi z piersi, ale moja córeczka pokochała butlę.

“Nie idź na łatwiznę!”

Po powrocie do domu zadzwoniłam do CDL. Była na urlopie. Jak wróciła, to już niewiele mogła poradzić. Kilka razy udało mu się nakarmić moje maleństwo. Ale to były momenty otoczone walką i łzami. Moimi i dziecka. Ja płakałam ciągle. Że to naturalne, a ja nie potrafię. Co ze mnie za kobieta. Czytałam w internecie, że daję mleko modyfikowane, to robię dziecku krzywdę.

Pierwsze tygodnie z moja córeczka to jedna wielka rozpacz i walka. I rady: „KP jest w głowie”, „połóż się do łóżka i karm”, „nie idź na łatwiznę”…

Mój kompromis

KPI to mój kompromis. 3 miesiące z laktatorem. Nie wiem ile jeszcze. Ile się da. Ciągle boleję nad karmieniem piersią, ale jest już lepiej.

Ale tych zabranych dwóch godzin po narodzeniu małej nie odżałuję nigdy…

W.