Nie bój się prosić o pomoc

HISTORIE MAM

Moje karmienie rozpoczęło się na długo przed narodzeniem mojego synka. Powiedziałabym nawet, że myśl o karmieniu poprzedziła chęć posiadania dziecka. Wszystko zaczęło się od piersi. Małych piersi. Do tego historia mlecznej drogi mojej mamy tylko dodała smaczku początkom. A moja droga? Początek był koszmarem.

Moje piersi zawsze były mniejsze, więc szybko pojawiła się wątpliwość, czy jeśli kiedyś dane mi będzie zostać mamą, to dam radę wykarmić dziecko? Pewnie nie będę mieć mleka. Na szczęście z wiekiem kompleks minął, ale „niepełnowartościowość” piersi tliła się w głowie. Chociaż rozum i szkoła rodzenia podpowiadały mi, że rozmiar nie jest ważny, a małymi można czasem lepiej karmić niż dużymi. Ten sam rozum mówił mi jednak, że jeśli się nie uda to nic, jest mleko modyfikowane, bo przecież nim karmiła mnie moja mama.

Historia mojej mamy

Niedługo po urodzeniu zostałam ponownie zabrana do szpitala z silną żółtaczką. Mama przyjeżdżała mnie karmić co 3 godziny – w dzień i w nocy. Ale nic z tego, pielęgniarki po kryjomu dawały butelkę. Kto 30 lat temu wspierał młodą, 22-letnią kobietę w karmieniu piersią? Dziecko wisi na piersi? „Mleko się spaliło”. Po 2 tygodniach butelka zakończyła bezsenne noce rodziców. Pogodne dziecko, żadnych problemów z brzuszkiem, rozwój lepiej niż książkowy.

Czy wiedząc o tym, że mama karmiła mnie mlekiem modyfikowanym, mogłam uznać, że jest ono złe? Do tego jestem zaprzeczeniem wszystkich opinii o złym wpływie mieszanek. Szczupła, bez alergii, w szkole szło mi bardzo dobrze. Nie, nie mogłam przyznać, że butelka to coś złego.

To miało być naturalne…

Gdy urodził się Krzyś, chciałam po prostu karmić. Myślałam, że to będzie naturalne, oczywiste i przyjdzie samo, a w razie czego pomogą mi położne. Jednak nie wiedziałam, jakie są wczesne oznaki głodu. Synek dużo spał i był bardzo spokojny, niemal nie płakał. Na trzeci dzień rozwinęła się żółtaczka, a waga wciąż spadała, aż o 11.5%. Moje pytania o karmienie i doradcę laktacyjnego spotkały się z uśmieszkiem pediatry i wątpliwą pomocą pielęgniarek. Na filmach ze szpitala widać, że jest głodny, szuka, otwiera usteczka. Pominęłam to… Krzyś dostał butelkę.

Jako komentarz od bliskiej osoby usłyszałam, że to straszne nie móc wykarmić własnego dziecka. No i ta straszna myśl się pojawiła. Po powrocie do domu nie kupiłam mleka, chciałam karmić piersią. W nocy synek nie obudził się, nie chciał też jeść. Po 7 godzinach od ostatniego karmienia zaczęłam go podszczypywać i oklepywać. Chłodziłam policzki i czoło chłodnym wacikiem, mówiłam głośno. Nie budził się, choć oddychał. Narzeczony poszedł po mieszankę, ale mały nie ssał. Przyjechali rodzice. Teraz synek był już zupełnie wiotki, nie reagował na poruszanie, głosy. W mieszkaniu było 28 stopni. Mama podniosła alarm, dzwoniliśmy po pogotowie – nikt nie przyjedzie do noworodka. W tym czasie mama pobudzała odruch ssania małego smoczkiem butelki. Udało się. Zassał. Zaczął reagować.

To, co wtedy przeżyłam, może zrozumieć tylko matka, która boi się o życie dziecka.

Strach, walka, utracona wiara

Przez następne tygodnie dalej się bałam. Głos w głowie powtarzał: „Nie jestem w stanie wykarmić własnego dziecka, nie jestem w stanie…” itd. Podawałam butelkę raz, dwa razy dziennie i płakałam.

Pracowałam z laktatorem w dzień i w nocy. Narzeczony wspierał mnie, ale dziecko bez butelki nie zasypiało. Miałam je przy piersi po 10 godzin dziennie, a on i tak płakał. Przybierał na wadze nawet ok. 205-210 g/tydz, ale spał niemal tylko po butli.

Z czasem redukowałam mililitry mieszanki, nie podawałam codziennie. Było całkiem dobrze. Po 2 miesiącach pediatra zważyła Krzysia. „Jest niedożywiony! Proszę podawać mieszkankę 3 razy dziennie”. Nie mogłam wytłumaczyć pani doktor, że przecież przybiera 200g/tydzień, jej wyliczenia były inne. Chociaż liczyłam i liczyłam, uległam błędnemu wynikowi pani doktor. Jej późniejsze przeprosiny nie odbudowały mojej wiary w siebie.

Niespodziewane problemy i wspaniała promotorka karmienia piersią

Kryzys 3 miesiąca zupełnie mnie zrujnował. W końcu odpuściłam, a nawet mówiąc brzydko, olałam to… I wtedy stał się cud. Karmiłam przez 3 tygodnie i tylko raz podałam mieszankę – syn wypił 30 ml, nie była potrzebna! Karmienia trwały godzinami, ale karmiłam.

Wtedy znów pojawił się problem – zatkany kanalik przez ponad 2 dni. Nie po raz pierwszy, ale dopiero wtedy trwało to aż tyle i z tej „lepszej” piersi. Na spotkanie z doradcą laktacyjnym miałam czekać kilka dni, za długo. Zaprosiłam do siebie promotorkę karmienia piersią. Usłyszałam, że synek niewłaściwie chwyta pierś, dlatego zatykał się kanalik. Co prawda przyrosty są za małe, ale nie jest źle. Gdybym zdecydowała się na pomoc już na początku mogło to wyglądać zupełnie inaczej… W końcu miałam dobre nastawienie, spokój, a technika karmienia została skorygowana. Ostatnie, co stanęło na mojej drodze do karmienia piersią to podejrzenie atopowego zapalenia skóry. Lekarze sugerowali zakończenie karmienia piersią, wybrałam dietę eliminacyjną. Nie poddałam się. Diagnoza AZS okazała się fałszywa.

Ukojenie i radość

Za 4 dni Krzyś skończy 10 miesięcy. Gdy biorę go „do cycusia” cieszy się, czasem śmieje, a jedząc, mruczy z lubością. Czasem je w dziwacznych pozycjach, bo chciałby już iść się bawić, ale cycuś ciągnie, mleczko daje mu tyle radości. I choć w nocy podawałam synkowi pierś nawet 7 razy, bo szybko pozwala na ukojenie i powrót do snu, to uczucie dumy mi to rekompensuje. Nie wiem, jak długo będę karmić. Złe emocje i wspomnienia często wracają. Jednak moje piersi dają radę, mleko płynie – daje mojemu dziecku ukojenie i radość. Warto było walczyć.

Młoda Mamo, chciałabym Ci przekazać, żebyś skorzystała z fachowej pomocy jak najszybciej. I żebyś była spokojna. A jeśli nie można inaczej, jeśli za bardzo cierpisz, a doradca czy promotor karmienia piersią nie pomógł, to mleko modyfikowane będzie dla Twojego dziecka też niezłe. Ale nie poddawaj się Młoda Mamo. Karm, odpoczywaj, bo warto. Trzymam za Ciebie kciuki.

Ewelina